Chociaż już dawno mamy po Bożym narodzeniu, zamieszczę mój świąteczny manifest, który powstał rok temu, a brzmi on tak:
“Nie będę życzyć Wszystkim Wesołych Świąt, bo to od razu kojarzy mi się z takim “mery krismass”, brodziatym gościem w czerwonym kubraku, czerwonej czapie, pomykającym w czerwonych saniach, przeładowanych kolorowymi paczkami. A to wszystko przyszło z Zachodu: sztuczność i komercja, byleby dzieciaki uwierzyły, że Mikołaj ten prawdziwy, którego pokazuję media;/ to jest jakaś paranoja…
Świąteczny klimat daje się wszystkim we znaki – no tak, jak się biega z wywieszonym językiem w poszukiwaniu prezentu (czasem nawet jakiegokolwiek, byle by był), lub robi zakupy w hipermarketach… Tu pilnuj, żeby kieszonkowcy nie zrobili z Ciebie ofiary, tu stój w kolejce po wózek lub koszyk, później w kolejce do danego stoiska, w następnej kolejce do kasy, i na koniec w kolejce do wyjazdu z parkingu!
Ludzie tak jakby nie jedli cały rok, tylko na święta, a to przecież w tym roku nie wypada aż tyyyyle wolnego, bo idealnie weekend… Atmosfera świąt, pseudo świąt, udziela mi się coraz bardziej. To nie są wesołe święta, bo widząc, co się wokół dzieje i będąc jedną z tych owiec w szaleńczym pędzie, odechciewa się już świętować…
A gdzie te święta, takie prawdziwe? Może takie trochę mniej wystawne, nawet i biedniejsze?…
Przede wszystkim spokój, wyciszenie, zadumanie… Zatrzymanie się na moment w tym zabieganym świecie i spojrzenie na Narodzenie się samego Boga, jak spoglądali pasterze…?
Z pokorą, uniżeniem, świadomością swojej marności i przemijalności… Gdzie się podziała ta widoczna symbolika? Chowa się za tandetą i plastikiem… Choinka straciła swój blask, kolędy – dawny pogłos…
BOŻE, BOŻE MALEŃKI, RODZĄCY SIĘ TAK BEZBRONNY A JEDNOCZEŚNIE WSZECHMOCNY, RACZ PRZYWRÓCIĆ NAM SERCA TYCH PASTUSZKÓW, KTÓRZY ZE SWOJEGO UBÓSTWA, Z BRAKU CZEGOKOLWIEK, OFIAROWALI CI NAJWIĘCEJ – SWOJE SERCA…”
Więc błogosławionych, rodzinnych i spokojnych Świąt Wam życzę:)
“Świat się zmienił. Z góry widać wszystko lepiej. Miasto, a w mieście ludzie bardzo zatroskani o pieniądz, który stał się panem, od którego zależy być albo nie być współczesnego człowieka. Widać problemy alkoholizmu, bezrobocia, patologii rodzinnej; podział na sfery blichtru i sukcesu oraz biedy i beznadziei. Z góry widać wszystko dokładniej…
Piękne widoki. Natura w pełnej krasie, którą człowiek powinien szanować i podziwiać. Wędrując szlakiem, nigdy nie wiem, co zobaczę. Dotąd byłam zdania, iż dobrą rzeczą byłoby nieustannie mieć w zasięgu ręki aparat fotograficzny w celu uwiecznienia czegoś, kogoś… Zawsze kiedy tego aparatu nie miałam, moim oczom ukazywał się obraz warty do zapamiętania, do zachowania go na dłużej niż przez ulotną chwilę. Ironia losu? Złośliwość? A może, gdyby tak spojrzeć na ten fakt z innej strony?… Człowiek dostępuje sytuacji, w której może zobaczyć coś unikalnego, niepowtarzalnego się często lub nawet wcale. Jest świadkiem wspaniałego zjawiska, danego mu przez Boga tu i teraz. Zaszczytny dar, ofiarowany nie po to, by go wspominać przez lata, lub chwalić się innym. Dar chwili, by docenić, iż piękno życia jest ulotne i trzeba się nim cieszyć. Nie mając aparatu, to, co widzisz i czym potrafisz się zachwycić, jest osobistym prezentem dla Ciebie od Boga, więc raduj się chwilą…”
“I pomyśleć, że kiedyś częściej chodziłam po górach… Dziś było ciężko, ale trzeba pamiętać, by równym krokiem, pewnie piąć się w górę, a choćby trzeba było się zatrzymać, nie patrzeć wstecz, nigdy nie patrzeć wstecz…
Dobry górski turysta na szlaku wyrównuje oddech. Dobry górski turysta idzie w ciszy, wsłuchując się w szum wiatru. Dobry górski turysta, widząc przed sobą prześwit nieba pomiędzy drzewami wie, że nie musi być to szczyt, a jedynie fragment zakrętu, za którym jest jeszcze jedno strome podejście. I w końcu dobry górski turysta idzie tą wąską, stromą i kamienistą drogą, bo ta na pewno zaprowadzi go na szczyt…
Zielony szlak po kolei łączył się z czerwonym i żółtym.Mogłam przejść na któryś z nich – trasa była łagodniejsza, lecz przecież zdecydowałam się na kontynuację trasy. Wartość słowa. Dążenie, wytrwałe dążenie do wcześniej obranego celu, bez udogodnień po drodze. Wcześniej wybrana droga, jakakolwiek by nie była, wymaga poświęceń.
Jeśli chcę dojść na szczyt, do celu, muszę mieć świadomość tego, co robię teraz i co mnie czeka, kogo spotkam, co powiem i co zrobię i jaki to będzie miało wpływ na wszystko. Na szlaku może wydarzyć się wiele. Wszystko przede mną, a to, co za mną, tego już nie zmienię, pierza rozrzuconego na wietrze nie sposób pozbierać…”
c.d.n.
19.10.2010.
“Musiałam uciec. Zostawić to wszystko, tą szarą rzeczywistość daleko za sobą. Codzienność zabija; rutyna zabija ducha indywidualistów. To jest najgorsza rzecz, jaka może spotkać człowieka takiego jak ja…
Korzystając z jedynego wolnego dnia w tygodniu, zdecydowałam się iść w góry, powrócić w miejsca, które odwiedzałam jako dziecko później nastolatka…
Pogoda sprzyja. Wczesna jesień jest jednym z lepszych momentów na górskie wojaże. Choć moje wyjście, mianem wojaży, nazwać raczej nie wypada, gdyż trasa Dębowiec – Szyndzielnia jest już tak powszechnie zdeptana, że nie sposób tego opisać, ani też wypowiedzieć.
(…)
Już w samym autobusie, w drodze do Olszówki, zaczepił mnie młody mężczyzna – raz w połowie drogi, drugi raz – przy wyjściu na końcowym przystanku. Powiedział: “Uśmiechnij się!” Szaleniec? Ale skoro (u)śmiech jest lekarstwem na całe zło, to chyba łagodne, niegroźne było to jego szaleństwo. SZALEŃSTWO W DOBRYM WYDANIU! A W OGÓLE ISTNIEJE DOBRE I ZŁE SZALEŃSTWO?…”
c.d.n.
…to nas wzmocni. Ta tęsknota jest ogromna. Ktoś by zapytał: za czym tęsknisz? Za drewnianymi chatami, bitą, kamienistą drogą, niepojętą odległością od cywilizowanego miasta?… A i owszem, za tym też, bo nigdy człowiek nie będzie szczęśliwy w zgiełku i przytłaczającym go komercjaliźmie. NIGDY!
Pozostaje jeszcze tęsknota za tymi, dzięki którym można zrozumieć, że da się dobrze i pięknie żyć w warunkach dziś już dla nas powoli zapominanych. Tęsknota za tymi, którzy w sercach chowają i pielęgnują prawdziwą Wiarę, Nadzieję i Miłość. Tęsknota za ludźmi, którzy umieją żyć…
No i ta moja, prywatna tęsknota, której nie zna nikt i nikt nie zrozumie.
Gdy myśli uciekają do tamtych chwil, na dłoniach czuć ciepły dotyk, brzmi dźwięczny Jego głos. Gdyby tak zamknąć oczy, na moment przenieść się tam i znów być…
Na co kobiety zwracają uwagę u mężczyzn…? Pytanie mające tyle odpowiedzi, ile jest kobiet. A ja należałam do tych, które mogły doświadczyć mężczyzny zapachem. Ale, no właśnie… Jaki zapach charakteryzuje prawdziwego faceta? Ekskluzywne perfumy “z górnej półki”? A może typowe zaniedbanie? A ja poznałam mieszankę papierosów, alkoholu, wyziębionej i zroszonej skórzanej kurtki… Wariactwo? Owszem, może i tak, zwłaszcza, że każdego z osobna nie toleruję i nie pochwalam (odnośnie papierosów i alkoholu oczywiście), jednakże według mnie, owa mieszanka “robiła wrażenie”…
A co do tańca… Ja nie potrafię, a oni tego “nie panimaju”… Dla nich nie ma takiego słowa w słowniku; chcieć to móc i koniec… “Nie patrz na nogi” – jak miałam nie patrzeć? Tracąc kontakt wzrokowy, traciłam rachubę w krokach. I tu znowu kolejny temat do rozważania: podobno dobrze dobrani partnerzy odnajdą się w tańcu. Ćwiczenia, ćwiczeniami, racja… Ale ja miałam chyba zbyt mało zaufania do mojego partnera, nie mówiąc już o ZEROWYCH UMIEJĘTNOŚCIACH.
Mimo jego szczerych chęci…ughhh… Aż mi wstyd.
Ale do rzeczy:
ZAUFAJ! czasami warto… nie patrz na innych, nie patrz za siebie ani przed siebie; nie martw się przeszłością ani przyszłością – jest tu i teraz.
Miło jest dać się ponieść chwili, jeśli całe życie ma się zaplanowane – według schematu i ścisłego planu. Zasady zasadami – bez nich panowałby chaos i anarchia w moim życiu, ale ten jeden raz, dla Nich i tylko dla Nich, zrobiłam na przekór obranym zasadom. NIE ŻAŁUJĘ!..
No ale przejdźmy do sedna sprawy…
Prócz tego, że Kościół w Arszycy, rzeczywiście jest taki piękny i w ogóle cała infrastruktura towarzysząca, której dwa lata temu nie było – istnieje, nic się nie zmieniło… Ludzie dojrzali, zestarzeli się, czyli wszystko w normie…
Ale chyba najbardziej zapamiętam te łzy w oczach… Witali nas i żegnali ze łzami w oczach, bo przecież jesteśmy jak swoi, jak parafianie, jak…rodzina. I oczy Matki pełne łez wzruszenia, że byłam i ja, i że udało się spotkać i porozmawiać. Chyba najbardziej zaskoczył mnie fakt, że pytała o mnie, czy będę… Dostała wszystkie listy, przeczytała książkę… Chciała odpisać, lecz po polsku nie wychodzi jej to za bardzo… To nic. Wybaczam… Przecież i tak pisałam je z niepewnością, czy dojdą do odbiorcy.
Matko, nie płacz, choć wiem, że nie jest lekko. Każda łza jest jak diament, drogocenny. I każdy diament chciałabym zebrać starannie, na pamiątkę, na znak, że odległość nie ma prawa zabrać mi wspomnień… Wszystkie przeciwności pokonam prawdziwą tęsknotą…
Osobnym tematem jest fakt, iż będąc odtrąconym przez jednego człowieka, nie można się od niego odwracać; trzeba się też otworzyć na innych… Pogłębione relacje z Przyjaciółmi ze Wschodu, przyniosły mi poznanie nowych doświadczeń. Czarne okazało się białe i odwrotnie; przede wszystkim rozmowa. DIALOG to otwarcie się na drugiego Człowieka, poznanie i jego i siebie, kształtowanie relacji, umacnianie więzi… Powrócę jeszcze do tej odległości: choćby jak wiele kilometrów dzieliło nas, zawsze będę z Wami…
Wróciłam.
Przez te kilka dni pobytu na Bukowinie zdarzyło się wszystko i nic… Co to znaczy? Jadąc tam, wciąż miałam nadzieję na spotkanie z Nim. Udało się, ale po raz kolejny musiałam się dobitnie przekonać, że nie znaczę dla Niego nic. Po prostu jestem; każde z nas ma swoje życie i tak pozostanie…
Jeśli się czegoś bardzo pragnie, robi się wszystko by poczuć, że dzieje się to naprawdę; gorzki jest smak rozczarowania.
Boże, dziękuję Ci za to spotkanie…Dwa lata temu, chciałabym, aby jeszcze się zdarzyło…Przed wyjazdem – tak samo… I dziś też proszę… Mimo wszystko nigdy nie będzie mi dość, mimo wszystko…
Już jutro o tej porze będą za wschodnią granicą… Dokładnie to nie wiem, gdzie.
Na teraz nie będę pisać nic… Niech pozostanie niedopowiedziane.
Boże, daj mi powrócić. Ale nie moja a Twoja wola niech się stanie…
Co znaczy Dom? To miejsce, gdzie poczuć się można… hmmm… jak w domu… Masło maślane, ale pewnych stanów nie da się wprost opisać.
Mój powrót do domu to ponowny wyjazd na Ukrainę. Po dwóch latach znów mam okazję, i dzięki Bogu, powrócić w tereny Bukowiny.
Od 2009r. bardzo dużo się tam zmieniło. Przede wszystkim ten budowany kościół… Ostatnio widziałam go w stanie surowym, bez dachu, okien… Na dzień dzisiejszy, świątynia wzniesiona, kompletna, wraz z całą pobliską infrastrukturą to niesamowity dowód na to, że dobroczyńcy nie próżnowali, a tym bardziej mieszkańcy Piotrowiec…
Szczerze mówiąc, już nie mogę się doczekać wyjazdu. Ale… no właśnie… nie ukrywam, że poniekąd boję się, że co? Że mogę nie wrócić? Przecież wszystko jest możliwe…. Ale ja jeszcze mam niedokończone sprawy… Jak to powiedział mi mój autorytet, Szymon Hołownia, w Boga nie trzeba wierzyć tylko wierzyć Bogu… Więc wierzę Bogu, że pozwoli mi powrócić…
Czy żałuję tego letniego urlopu, który odłożyłam właśnie na ten już prawie zimowy miesiąc, by tułać się 800 km od domu? NIE. ZDECYDOWANIE NIE. Jak ostatnim razem byliśmy tam w lipcu (też miałam urlop), brat określił ten wyjazd jako pomylenie kierunków – na urlop wyjeżdża się na Zachód albo na południe, nie na Wschód, a zwłaszcza ten poradziecki…
Arszyca to jest inny świat. Poniekąd poznaję moje korzenie, gdyż babcia pochodziła z Kozłowa, czyli byłe ZSRR. Dlatego też jedną z potraw na Wigilijnym stole jest tzw. kutia, a nie makówka… Czyli gdzieś to może jest we mnie, że ciągnie mnie w tamte strony.
Znajomość swoich korzeni, swojego pochodzenia jest również bardzo istotna w procesie poznawania siebie, o czym wspominałam we wcześniejszym wpisie… Może się okazać, że mamy pochodzenie iście książęce, choć i tak wiadomo jakie mamy to pierwotne, lecz po drodze, między Adamem i Ewą, a naszymi rodzicami, przemknęło się “kilka” pokoleń.
Po powrocie spróbuję opisać wszystko, jednakże w nieco innej formie. Postaram się pisać językiem bardziej “statecznym”. Nie wiem, czy mi się to uda… A może przygotuję coś w rodzaju albumu z podróży, a opisy będą tylko dodatkiem…? Jeszcze to przemyślę…

