z każdym dniem bardziej zamykam się w sobie. nie potrafię z siebie nic wydobyć. nie potrafię zwierzyć się samej sobie.
boję się
z każdym dniem przybliżam się do samotności. nie potrafię tego powstrzymać. jestem słaba.
każda kłótnia, każde wypomnienie, każdy krzyk. to wszystko nie sprawia już u mnie zdenerwowania. sprawia że mam mniej wiary w siebie, niszczy mnie, dołuje. nie potrafię już wstać i wykrzyczeć swojego zdania. nie jestem już taka jak kiedyś. a chce być. nie chcę się zmieniać przez ludzi którzy krzywdzą mnie w bardzo bolesny sposób.
________________________________________
czasami sama nie chce żeby ktoś mnie zrozumiał. bo boje się. on i tak nie zrozumie tego tak jak powinien.
_______________________________________________________
przez to tracę. zostaje mi samotność. zamkniecie się w nie przenikalnej dla innych bańce stanowiącej dla mnie cały świat.
NISZCZĘ SIĘ.
_______________
jestem dla innych ludzi chamska, oziębła. nie chcę być miła. nie chcę się do kogoś zbliżać. nie chce się z nikim spotykać. nie chce się zakochać. nie chce kochać. boje się że za bardzo mnie ktoś zrani. nie zrozumie mojej osoby. i odejdzie.
nie chce czuć tego bólu biorąc pod uwagę, że czuje go mimo wszystko codziennie. każdego dnia budzę się przepełniona goryczom, żalem, smutkiem, łzami. na koniec dnia “wybucham” płacząc w poduszke.
nie mogę się nikomu zwierzyć.
jedyny sposób w jaki mogę odciążyć moje myśli z tego dać im upust. to wypisanie ich na tym blogu.
nikt tego nie czyta. nikt się nie przejmuje.
DOBZE
czuje wtedy ulgę.
________________________________________________
jak to jest gdy wiesz że marnujesz swoją wielką szanse bo się boisz zakochać.
mimo że tego doznaje, nie potrafię ocenić tego stanu.
ktoś kto jest inny niż wszyscy. ktoś kto może być twoim ideałem mimo, że nim nie jest. ktoś dla kogo dużo znaczysz. ktoś kto jest w stanie dla Ciebie dużo poświęcić. ktoś kto mimo twoich fochów, bezsensowych kłótni czy mimo tego że wprost jest odrzucony ciągle czeka na Ciebie, żeby porozmawiać. bo przecież coś się może zmienić.
ja wiem że nie może bo sama do siebie nie dopuszczam innej możliwości.
boję się z kimś spotkać w świetle które rzuca swój cień na wspólną przyszłość.
nie chcę tego. nie potrafię. mimo że tego pragnę.
to bezsensu.
jest kimś więcej i wiem że to na pewno by wyszło. i to bardziej mnie od tego odpycha.
DLACZEGO !?
mimo, że chce boję się w ogóle podjąć jakieś kroki w tym celu.
________
podoba mi się chłopak. nie zwraca na mnie uwagi. robię co mogę by mnie zauważył. jestem zauroczona. nagle on mnie zauważa, pisze ze mną, chce się spotkać. raz, drugi… moje”zauroczenie” mija. mam do niego wstręt. nie potrafię nawet mu odpisać bo czuję zażenowanie. mijam go udając, że go nie widzę. przechodzę obok obojętnie.
dlaczego?! tak o niego walczyłam. chciałam z nim być. poczuć to . i gdy tylko on zaczął odwzajemniać do mnie jakiekolwiek uczucia. ja uciekam. bo jak inaczej to nazwać. moje uczucia zmieniają się o 360 st. a ja nie potrafię wytłumaczyć dlaczego. męczy mnie to od kąd zaczęło się gimnazjum. nie potrafię się nawet z nikim spotkać 3 raz. dac nawet szansy. która kilka dni/ tygodni temu była dla mnie najważniejsza. nawet nie wiem czy to jest ucieczka. nie wiem jak to nazwać.
czy tak będzie zawsze?.
już nawet podświadomie nie boję się zranienia. chce spróbować. chce tego. a nie potrafię nawet na niego patrzeć. bierze mnie obrzydzenie. zażenowanie sięgające szczytu.
mam dosyć.