oderwij się od ziemi

Luty 22nd, 2012

WIELKI post

Luty 22nd, 2012

Uczyń go tak wielkim jak potrafisz, ale wiedz dlaczego go takim uczyniłeś!

półrocze

Luty 20th, 2012

Dziś mija dokładnie pół roku odkąd opuściłem Europę. Żadna to rocznica więc nie będzie ani świętowania, ani podsumowania, ani dodatkowych refleksji. Ot tak, pomyślałem tylko, że warto ten fakt odnotować. :)

o ludziach

Luty 18th, 2012

Szkoła, szkołą… wiele się dzieje, ale to nic nowego a już tym bardziej interesującego by wgłębiać się w szczegóły testów, prezentacji, esejów itd. Choć bez wątpienia to co chcę dziś napisać ma ścisły związek z moją codziennością. Inspiracje czasem mają wiele korzeni…

Ludzie dla mnie zawsze byli ważni, gdyby tak nie było zacząłbym się zastanawiać czy to co robię i kim jestem ma wogóle sens :) , ale tutaj nie chcę opisywać relacji do ludzi, a jedynie popatrzeć jak wiele postaci pojawia się w codzienności i postawić pytanie bez odpowiedzi… Czy spotkania mają wpływ na postawę konkretnego człowieka, moją postawę?

W ostatnim czasie wiele sytuacji pomaga w tychrozważaniach. By wymienić choć kilka z nich… Od kilku tygodni mieszkam we wspólnocie z o. Georgiem Coyne’m SJ światowej sławy astrofizykiem, wieloletnim dyrektorem obserwatorium Watykańskiego. Umysł nieprzeciętny, znany na całym świecie a przy tym bardzo ludzki, z poczuciem humoru, pogodny… Kiedy wraca z codziennego spaceru lub kiedy go spotykam w jadalni zawsze się zatrzyma, zapyta jak na zajęciach, rzuci jakąś opowiastką… Kiedy pewnego dnia przy kolacji opowiadał historie z ponad ćwierćwiecza spędzonego w Castel Gandolfo (Nasza wspólnota przy obserwatorium jest w tym samym budynku co rezydencja Papieża) płakałem ze śmiechu… W wielu z nich przejawiała się też postać JPII jak przychodził na kawę, jak żartował, jak bardzo lubił spędzać czas z …ludźmi…

Inny przykład sytuacji inspirujących: moi współstudenci muzułmanie. Żyjąc w Polsce, kraju chrześcijańskim, czasem za bycie osobą duchowną może spotkać przykra niespodzianka. Tu w Syracuse, w instytucie lingwistycznym na zajęciach, w przerwach lub po nich nie brakuje rozmów o Bogu, o korzeniach wspólnych chrześcijaństwu i islamowi, o tym co nas łaczy… jaki wpływ na świat miał potop, jak wielkim człowiekiem był Abraham… Tu nikt się nie wstydzi powiedzieć, że się modli – co zawsze przyjmowane jest z szacunkiem jako znak, że żyję się po coś więcej niż tylko by konsumować… Wspólne rozmowy miedzy katolikiem, prezbiterianinem, muzułmaninem i chińczykiem szukającym Boga to codzienność. Przerabiany materiał w książkach też się w to wpisuje prowokując do dyskusji na temat tworzenia się kultur, światopoglądu i roli szamanów, kapłanów, czy innych pośredników między tym co ludzki, a co nadprzyrodzone…

Kolejny. Polscy studenci? Tak, ekipa z Uniwersytetu Warszawskiego, która przyjechała do Le Moyne na wymianę. Wczoraj wieczorem mieliśmy długą nasiadówę u mnie w domu… Przeciekawi ludzie. Cenne spostrzeżenia i pytania. Znajomość kilkugodzinna, a jednak coś wnosząca…

Na koniec wisieńka na torcie. Codzienność – maile, rozmowy… a w nich rozterki, poszukiwania, radości, wspomnienia, rozważania, smutki, porażki, cuda… nigdy nie anonimowe! To bogactwo niespotykane. Różność relacji, długość i ich głębokość odmienne, a wszystko ma swoje miejsce i swój czas.

Napotykanych ludzi podglądamy, podziwiamy, cenimi, bo nas inspirują, mobilizują, bawią, rozśmieszają, wzmacniają. Ale czy to tylko chwilowe? Czy pozostaje w naszej postawie jakiś ślad…?

zaległości

Luty 12th, 2012

Oj jak ten czas szybko biegnie… Tak pędzi, że tu już coraz większe zaległosci. Nie dzieje się u mnie nic nadzwyczajnego co wymagałoby jakiejś szczególnej relacji, ale przecież i w tej monotonnej codzienności jeśli tylko chcemy to możemy wyłuskać perełki, które dodadzą blasku tej szarości.

Szkolnie tempo niezmienne, a może nawet nieco rośnie. Na szczęście jeszcze ogarniam, choć kuweta jakoś dziwnie powiększa swoją objętność… :) Tak dla przykładu w ten weekend miałem do poprawki 4 eseje nie licząc innych drobiazgów czyli czytanek, artykułów i ćwiczeń… No ale przecież nie chcę tu pisać o takich smutach. Z treści mi towarzyszących to aktualnie zajmujemy się definicją kultury czym ona jest i co nas w tym względzie wyróżnia od zwierząt. Można się ciekawych rzeczy dowiedzieć szperając po necie. Chętnych podszkolenia języka lub wiedzy (można włączyć polskie napisy) bądź chłonnych ciekawostek zapraszam na stronę www.ted.com. To moje codzienne słuchanie 30 minutowych informacji. Polecam.

Z innych zdarzeń, które chcę opisać w tym tygodniu należy wyróżnić szkolenie dotyczące etyki studiowania. Byłem pod wrażeniem, że coś takiego tu ogranizują. Jest to obowiązkowe dla wszystkich nowych studentów. 45 minutowe spotkanie było poświęcone uczciwości studiowania, pisania prac i szacunku wobec własności intelektualnej. W bardzo przystępnej formie przedstawiono nam zasady panujące na studiach. Taka forma informacji jest tu szczególnie potrzebna z racji pisania wielu prac jako formy egzaminu. Do plagiatów więc niedaleko. Takie podejście do studenta bardzo zachęca do współpracy i respektowania zasad. Oczywiście mają tu problemy z plagiatami, ale w dużym stopniu panuje uczciwość między studentami a profesorami. Takiej kultury życzyłbym też naszym polskim uczelniom i studentom!

Kolejnym wydarzeniem, któremu chcę poświęcić kilka zdań jest koncert muzyki klasycznej na którym byłem w naszej studenckiej kaplicy na naszym campusie. Koncert zawierał utwory między innymi J. S. Bacha, G. F. Handla oraz francuskich i amerykańskich kompozytorów i był to występ solistki oraz towarzyszącej jej pianistki. Koncert był na przyzwoitym poziomie, choć szkoda, że publiczność składała się raczej z właścicieli białych bądź łysych głów niż studentów… Rzeczą która mnie jednak nieco rozczarowała był ubiór publiczności. Niestety nie miałem poczucia, że jestem na koncercie muzyki klasycznej… Dominowały jeansy, bluzy i raczej bardzo luźny styl. Szczytem jednak było przesiedzenie całego koncertu (w kaplicy!) w basebolówce na głowie przez niemłodego już amerykanina… brrr! No cóż… kolejny krok ku inkulturacji :)

Ostatni fragment dzisiejszej relacji to dzisiejsza msza akademicka – tu już zupełnie przeważają dresy i bluzy… ale chyba do tego się już przyzyczaiłem, choć muszę przyznać, że jeszcze bardziej niż na koncercie rozdrażniło mnie uczestniczenie we mszy św. jednego studenta (prawa ręka duszpasterza) w basebolówce. Miarka się jednak przebrała, kiedy w tej czapce poszedł czytać czytanie… I na takie dziwactwa trzeba być gotowym… Ale pisze o dzisiejszej mszy nie ze względu na ubiory studentów… :(

Od tego semestru jest tutaj czwórka polskich studentów z Uniwersytetu Warszawskiego na wymianie studenckiej. Dziś na mszy udało mi się ich zlokalizować i wstępnie umówić na spotkanie. Tym sposobem i na moim campusie można teraz usłyszeć język polski. :) Bardzo się z tego cieszę, bo Bartek, dwie Ole i Aga wydają się bardzo sympatycznymi ludźmi!

tydzień zwykły, a jednak nie do końca…

Luty 3rd, 2012

Tydzień za tygodniem mijają. Dyscyplina wciąż potrzebna, choć z każdym tygodniem będzie coraz trudniej. Na razie nie jest źle. Choć sporo pracy uczelnianej mój rytm jeszcze się sprawdza i wielkich zaległości nie mam. Choć żyję tylko szkołą, to mam świadomość, że jest jedyny mi znany sposób na przetrwanie :)

Jak pisałem już tydzień temu jednym z “nowych” obowiązków jest udział dwa razy w tygodniu w zajęciach poza szkolnych. Z racji tego, że mieszkam na innym campusie niż studiuję mam okazję korzystać z dwóch uniwersyteckich propozycji. Oczywiście bliżej mi do zajęć na Le Moyne gdzie mieszkam, bo zawsze jest to zaoszczędzenie kilku minut podróży :)

Miniony tydzień to dwa – jak zajęcia przykazały – niecodzienne wydarzenia… Pierwsze to szkolenie Virtus, które musiałem odbyć jako osoba duchowna. Szczeóły dostępne na stronie, a dla nie znających języka to wyjaśniam, że to program prewencyjny w przypadkach molestowania seksualnego dzieci i młodzieży.

W skrócie to dwugodzinne szkolenie zapoznało nas z zagrożeniami, sytuacjami, faktami i mitami oraz procedurami działania w przypadku natknięcia się na takie zdarzenia. Szkolenie to obejmowało 2 filmy i dyskusję o tym co było emitowane. Po zakończeniu i wypełnieniu stosu papierów otrzymamy certyfikaty ukończenia tego szkolenia – bez tego nie można podejmować żadnej pracy (w tym odprawiania publicznie mszy) w ramach instytucji przynależnych do kościoła katolickiego. Dla mnie temat nie był nowy, ale studenci biorący udział byli pewnymi sytuacjami mocno przerażeni. Cała prewencja jest bardzo sztuczna, ale z racji skali problemu w przeszłości tutejszy kościół nie ma innego wyjścia.

Drugim wydarzniem, które urozmaiciło mi siedzenie przy książkach było dzisiejsze spotkanie z Johnem Douglasem Thompsonem jednym z najbardziej znanych afro-amerykańskich aktorów występujących na deskach teatrów na Broadwayu i nie tylko. Człowiek ten jest absolwentem naszego Collegu (choć studiował tu biznes i administrację). Na spotkaniu w naszym jezuickim teatrze było niecałe 200 osób. Atmosfera była jednak bardzo kameralna.

Po krótkim wstępie i życiorysie jak się to stało, że z businessmena stał się aktorem w drugą część poświęcił na praktyczne zaprezentowanie tego co robi. Poprostu przeplatał wątki dotyczące konkretnych sztuk w których występował. Jego ulubionymi są dzieła Shakespear’a. Nie zabrakło więc odgrywania fragmentów ról Otella, króla Leara czy Makbeta.

Całe spotkanie trwało prawie 2,5 godziny, z racji tego, że na koniec można było jeszcze zadawać pytania. Ogólnie rzecz ujmując spotkanie było bardzo ciekawe i gdyby nie zmęczenie całym tygodniem było by niemalże idealnie. Dobrze było posłuchać o teatrze i wcielaniu się w poszczególne role tak trochę od kuchni. Bardzo ciekawe spostrzeżenia i refleksje wykraczające poza teatr z pewnością pozostaną mi jeszcze na długo po tym spotkaniu. Na koniec warto dodać, że John Douglas Thompson występował z wieloma znanymi postaciami jak chociażby Denzel Washington.

I tak przeleciał kolejny tydzień. Teraz w weekend czas na nadrobienie drobnych zaległosci i w poniedziałek kolejne szkolenie tym razem na Universytecie Syracuse dotyczące etyki studiowania. Niestety też poza zajęciami… :)

generalnie o szkole

Styczeń 29th, 2012

Tydzień minął, nawet nie wiem kiedy. Po powolnym początku i lekkim pierwszym tygodniu machina szkolna nabiera tempa odwrotnie proporcjonalnego do sił. Ale taka kolej rzeczy. Na uczelni żadne nadzwyczajne rzeczy się nie dzieją. Normalny tryb intensywnych zajęć. Poziom 4 to jednak o wiele więcej pisania w domu i dyskusji na zajęciach – uczą nas kreatywnego myślenia, argumentacji i wyrażania opinii. I póki co tematy są raczej proste bo związane bądź z nami bądź z naszymi studiami tak jednak już czuję jak zbliżamy się do bardziej abstrakcyjnych działek.

Dla przykładu kontynuujemy poznawanie na zajęciach tekstualnych wiedzy o zwierzętach, człowieku i procesach zachodzących w naturze. Nasz ostatni temat to rozróżnianie odruchów instynktownych i wyuczonych. Na nadchodzący tydzień zapowiada się temat: czy zwierzęta są w stanie myśleć i jakich władz używają do komunikacji i reagowania w środowisku. Czyli biologiczna edukacja nadal się rozwija :)

Na każdych zajęciach z klasy ustnej mamy dyskusję nad artykułami z prasy codziennej – takie prasówki z różnych dziedzin. Do tego codziennie trzeba słuchać wiadomości przez 30 minut i robić notatki oraz 2 razy w tygodniu brać udział w zajęciach poza szkolnych z których trzeba pisać refleksje… To powoduje, że mnoży się ilość zajęć, a czasu nie przybywa…

Klasa gramatyczna to można powiedzieć połączenie obu poprzednich z naciskiem na poprawność gramatyczną – sporo więc piszemy i dyskutujemy a w tle próbujemy powtarzać i utrwalać gramatykę…

Weekend był więc dość intensywny. Mam wrażenie, że muszę się przestawić na wysiłek ciągły, bo złapałem lekką zadyszkę. :)

W ramach zajęć poza szkolnych pojechałem w sobotę na mecz koszykówki uniwersyteckiej – tutaj kłądą bardzo duży nacisk na sport na uczelniach. Drużyna naszego uniewersytetu (najlepsza w lidze – na 22 mecze wygrała 21 – przegrali tydzień temu z jezuickim uniwersytetem Georgetown z Waszyngtonu :) ) grała w Uniwerkiem z Zachodniej Virgini. Po ciężkim początku udało im się nieoczekiwanie do przerwy wyjść na prowadzenie, którego już nie oddali do końca wygrywając 63-61.

Tak byście sobie wyobrazili jak ważne są tu rozgrywki ligi uniwesyteckiej to do hali (która jest tym samym miejscem do gry footballu amerykańskiego) przyszło ponad 28 000 widzów. Na taki mecz przyjeżdza telewizja, reporterzy i cały show z reklamami i innymi gadżetami włącznie. To jest tu poważna sprawa. Dobrze, że miejscowi wygrali – była przez to dobra atmosfera w hali.

miłość

Styczeń 24th, 2012

Dziś dostałem świadectwo o miłości w postaci krótkiego filmiku. Polecam w ramach refleksji nad swoją codziennością! Niech takie osoby nas konstruktywnie niepokoją…

Asiu, bardzo dziękuje za linka! :)

The Artist

Styczeń 23rd, 2012

Niedzielny wieczór to realizacja zapowiadanego już wypadu do kina. Czarno-biały, niemy film The Artist, który w ubiegłym tygodniu zdobył Złotego Globa jest zrealizowany z wielką klasą.

Nim przejdę do podzielenia się wrażeniami z filmu mała ciekawostka. Otóż film był emitowany w małym kinie studyjnym w niedalekim miasteczku na wschód od Syracuse. Kino to powstało w 1919 roku i jest jednym z najstarszych w stanie Nowy Jork. Warto dodać, że od tego czasu chyba niewiele się tam funduszy zainwestowało… :) Miło jednak było słyszeć dźwięk taśmy z której film był projektowany – bardzo to pasowało zarówo do wystroju kina jak i do klimatu filmu. :) Poziom kina bardzo jednak kontrastował z poziomem filmu! Na szczęście :)

Bardzo polecam wybranie się na ten film. Nie będę wspominał tu szczegółów by nie zepsuć atmosfery oglądania, ale film opowiada o gwieździe kina niemego, która zmaga się ze zmianami które zachodzą w świecie kinomatografii. Poziom gry aktorów jest rewlacyjny i wrażenia oglądania tego filmu zdecydowanie różnią się od nowoczesnych filmów akcji, ale klasa przekazu uczuć, słów i wrażeń jest mistrzowska! Mimo, że film trwa 90 minut zupełnie się dłuży – muzyka także rewelacyjna, a popis aktorstwa pieska… niesamowity :)

Jednym słowem jak tylko film wejdzie na ekrany polskich kin bardzo, bardzo polecam wszystkim pokoleniom! Warto popatrzeć na to arcydzieło przez pryzmat gry aktorskiej i szczegółów – dopracowany jest rzeczywiście po mistrzowsku!

level 4 green

Styczeń 20th, 2012

Ledwie semestr się zaczął a tu już małe opóźnienia w informacjach… :) No cóż początek nowgo bloku zajęciowego to konieczność przestawienia się. Oczywiście miło było mieć wolne i móc zająć się innymi sprawami, ale przecież nie po to znalazłem się w Syracuse.

Z plusów to ramy zajęć znam i to co się teraz zaczyna nie jest dla mnie nowością i zaskoczeniem, więc jest to z pewnością łatwiejsze – szok pierwszych zajęć na których nic nie rozumiem tym razem nie był obecny – to cieszy. Moja grupa na poziomie 4 tym razem jest oznaczona kolorem zielonym – jest więc nadzieja, że jakoś ten semestr przetrwam :)

Jeśli chodzi o liczebność to jest ona trudna do określenia… Na liście było 11 osób – jedna już się przepisała na niższy poziom, kolejna zaginęła w akcji, inna jeszcze chodzi tylko na jedne (z trzech) zajęcia, a ostatnia jeszcze się nie pojawiała… choć ma dołączyć do nas w poniedziałek. Tak więc semestr w dużym stopniu zaczęliśmy w 7 osobowej grupie… Cieszy jednak fakt, że z poprzedniej ekipy razem ze mną jest nas 6 osób… Stanowimy więc znaną siłę! Jeśli chodzi o wykładowców – jedna osoba nam się powtórzyła z poprzedniego roku, a dwie są nowe – jedna wydaje się bardzo kompetentna, druga… to się jeszcze okaże :)

Z programem ruszyliśmy od początku ostro. Znając intensywność pracy od początku staram się nie mieć zaległości. Pewien problem stanowią nowe, popołudniowe godziny zajęć. Ma to jednak plusy i minusy. O dziwo pierwszy tydzień zakończyliśmy jedynie z jednym testem… Może i takie pozytywne niespodzianki będą się częściej pojawiały. Takim dobrym prognostykiem jest też liczba zadania domowego na pierwszy weekend – suma jest nawet do ogarnięcia… Ciekawe jak długo tak będzie :)

Tak więc w pierwszy weekend udało się zaplanować kinowo… :) To nowe odkrycie tu w Syracuse :) Dziś było Haywire, a w niedziele idziemy na niemy, czarnobiały film The Artist! :) Będzie nawet ze wprowadzeniem przez jednego z Naszych, który wykłada tu na uczelni coś związanego z kinomatografią… :)

Pogoda wciąż znośna. Po stopieniu się poprzedniego śniego napadało nieco nowego, ale wciąż mroźno – aktulanie -8 stopnia C.