Prawde znamy nie od dzisiaj…
Piątek, 23.12.2011
Wydarzenie dnia: Irański pocisk artyleryjski nieznacznie przekroczył granice z Irakiem. Irańskim żołnierzom nie chciało sie go dalej niesc…
Przysłowie na dzis: Dajac komus swoje serce, pamietaj, by nie dawać innym dupy
„Czemu Rosjanie zniszczyli wrak Tu-154? Jest odpowiedź”
Taki tytuł artykułu na jednym z portali informacyjnych rzucił mi się w oczy…
Tez mi nowina. Przeciez to wiadomo już od 10 kwietnia 2010 (a niektórzy nawet twierdza, ze wiadomo od wczesniej…). Odpowiedz jest złozona, jednoznacznego powodu nie ma. Powodów jest wiele, poczawszy od tych najbardziej prozaicznych, oczywistych, banalnych wrecz, kończac na tych niewiarygodnych, trudnych do zaakceptowania i ogarniecia umysłem.
Po pierwsze: Rosjanie zniszczyli wrak w momencie katastrofy. Tu-154 był wrakiem na długo przed tym tragicznym wydarzeniem. Ten samolot chorował. Nie raz odmowił współpracy w róznych rejonach swiata już w przeszłości. A to bol głowy, a to przeziębienie, a to znowu jakis inny katar. Zawirusowany egzemplarz, przewlekle chory. A my, w sensie Rzad IV RP (czy która już tam teraz jest), zamiast go skremowac, prochy wrzucic do urny i postawic „ku pamieci” na Okeciu na przecięciu obu pasów startowych, reanimowaliśmy go i sztucznie dodawaliśmy mu żywotności. Utrzymywalismy go przy zyciu na siłe, zamiast spokojnie dac mu odejść.
No i z pomoca przyszli Rosjanie… Rosjanie, poza tym ze chleja wódke na potęgę, wiecej wad nie mają. Same zalety. No i wyciągnęli pomocna dłoń, uśmiercili zmeczony zyciem samolot. Eutanazja – to było jedyne słuszne wyjscie. Oni zrobili dla tej maszyny to, o co ta maszyna prosiła Nas, Polaków już dobrych kilka lat (a my jej nie rozumieliśmy, bo „techniczny” ruski jest trudny)… A przy okazji zrobili i dla nas, Polaków, bardzo duzo… Nie powiem, ze powinniśmy być Im za to wdzieczni, bo przeciez przez przypadek razem z samolotem nastapiła eutanazja 96 ofiar (które ofiarami były także na długo przed katastrofą), no ale z drugiej strony – badzmy ludzmi – nie da się w gestej mgle wypatrzec i jednoznacznie stwierdzic, czy w samolocie ktos akurat jest, czy w samolocie nikogo akurat nie ma…
Ot – ludzki bład. Wiekszosc błedów u Ruskich wlasnie na tym się opiera…
Po drugie: Samolot był emocjonalnie związany z Rosja. Od samego początku. Od maleńkości. Wyprodukowany w Zwiazku Socjalistycznych Republik Radzieckich (w skrócie ZSRR, czyli CCCP), tam się urodził, wychował, zyskał pierwsze szlify w nauce latania, a gdy już te sztuke do perfekcji opanował, wyjechał do pracy do Rzeczypospolitej Polskiej Ludowej (w skróci RPL). ZSRR/CCCP w miedzyczasie się rozpadł, Tu-154 został sierotą. Na miejsce ZSRR/CCCP powstała Rosja (w skrócie RUS), która adoptowała Tu-154 a w związku z tym stała się jego pełnoprawnym włascicielem. Tu-154, dopóki pozostawał na terenie naszego kraju, był pod nasza opieka. Ale nad terytorium RUS, nasza opieka się kończyła. Kontrole nad Dzieciakiem przejmowali adoptowani rodzice. Jak im to „przejmowanie” szło, i jak wygladała „kontrola”, to już wiemy… Tak to jest, jak się łaczy rodzicielstwo, z chlaniem wódki…
Po trzecie: Zwiazek Radziecki się rozpadł, to i samolot ze związku radzieckiego się rozpadł. No chyba proste.
Po czwarte: Naturalną rzecza jest, ze samoloty starsze, nie spełniające pewnych norm, sa wycofywane z eksploatacji. W niej lub bardziej bolesny i humanitarny sposób. Wybór sposobu zalezy od nie wiadomo czego. Zdarzenie losowe. Jeden samolot majacy być wycofany z eksploatacji spokojnie wyladuje, potem pojedzie na złom, zostanie pociety i przerobiony na widły czy siatke ogrodzeniowa, a inny znowu wycofa się z eksploatacji na własna reke… Nie pierwszy i nie ostatni przypadek własnie takiego sposobu utylizacji samolotu. Nie ma się czym podniecac.
Po piate: Wraki z reguły się niszczy…
Po szóste: Tu-154 to samolot pasazerski, starszy brat jego młodszego brata – Tu-134. Brat bliźniak (bez skojarzeń). Podobni do siebie jak dwie krople wody. Na pierwszy rzut oka – praktycznie ten sam samolot. Tu-134 był bombowcem. Wyobraz to sobie: widzisz samolot gdzies tam we mgle, ale nie jestes pewien, czy to pasazerski Tu-154, czy bombowiec Tu-134… Boisz się o własne Zycie, czy nie? Obawiasz się ze cos na Ciebie zrzuci, czy nie? Widzisz Zycie przed oczami, czy nie? Stracasz go, tak na wszelki wypadek, czy nie?… Aaaa, no własnie… Drzemie w Tobie potencjalny zabojca, ale nie przejmuj się… przynajmniej spokojnie możesz się napic z Ruskimi…
Jakby człowiek chciał, to smiało moznaby znaleźć „po siódme, po ósme i po dziewiate”… a i na tym pewnie by sie nie skonczyło…
Odcinek szósty
Niezapominajki…
Były i nadal są takie momenty w tych całych moich obserwacjach, ze jakis lot, zdarzenie, sytuacja, moment, na długo zapada mi w głowie, w pamieci, bo z jakichs wzgledów jest tego warta, czyms się wyróżniła. Stanowią one taka swoista wisienke na torcie, raz na jakis czas ubarwiając i ożywiając codzienne – patrzac ogolnie – monotonne obserwacje, podbudowując, ożywiając, motywując jeszcze bardziej do tego, by kolejnego dnia znowu wstac, wyjsc, patrzec i mieć nadzieje na powtórke…
Pamietam daaawno dawno temu, nie potrafie okreslic kiedy to było dokladnie, wiem tylko ze latem na powrocie ze spacerku do lasu (z lornetka naturalnie), wieczorem, już po zachodzie słonca… rozgladam się po niebie jak zawsze, żeby dostrzec smuge, punkcik, światełko… I oto wpada w moje oczy samolot, lecacy od południa bezposrednio „na mnie”, zapewne docelowo na Warszawe. Za nim długa, ciemna smuga, potargana przez wiatr jak włosy Einsteina, no i element, który najbardziej mnie przeraził – jasne „punkty” w okolicach silników, jasne, wrecz rażąco żółte… Pierwsza mysl: jara się. Palą się silniki jak nic. Ma pozar, ciagnie na Warszawe, ladowanie awaryjne i te sprawy. Mam w głowie ten widok, jakby to było wczoraj. Gesia skórka. Patrzyłem na niego przez lornetke, mysle ze w tym momencie był gdzies w okolicach Krakowa, może dalej… Nie dało się tego co było wtedy widac jednoznacznie zinterpretowac. Czy to płąnący silnik, czy to tylko refleks od zachodzącego słonca, czy może jeszcze cos innego… Była już szarówka… Pomaranczowe niebo od zachodzącego słonca… a na nim być może samolot z ogromnym problemem, w którym ludzie własnie być może już powoli żegnają się z życiem… i ta cholerna długa, posciagana smuga, gruba, szara, kojarzyła mi się z dymem z palonych na wysypiskach samochodowych opon…
To jest wlasnie taki moment. Idziesz sobie spokojnie, masz nadzieje ze cos za chwile zobaczysz, patrzysz no i widzisz cos,czego w zyciu bys się nie spodziewał. I czego tak naprawde nigdy nie chciałbys zobaczyc…
Biegiem do domu. Pomoc im nie pomoge, bo jak. Ale niech ktos ze mna jeszcze to zobaczy. Niech ktos to widzi i pomoze stwierdzic, czy on rzeczywiście się pali, czy to tylko złudzenie. Poł kilometra do domu. Połowa dystansu pod górke. Bieg. Mam 5-6 minut zanim będzie nade mna. O ile doleci… . Dobiegłem. Spanikowałem, trzesłem się jak nie wiem co. Rozumiesz, co to znaczy widziec ludzka tragedie? Nie jestem panikarzem, ogolnie z natury jestem spokojny. Ale nie wtedy. Nie w takim momencie. Ty stałabys spokojnie, gdyby na Twoich oczach jarał się np. autobus z ludzmi?…
Nadleciał. Bałem się spojrzec. Z jednej strony chciałem, z drugiej – nie miałem odwagi. Patrzyła ze mną mama. Mama nic nie stwierdziła. Spojrzałem i ja… Nie widze smugi… Samolot jest, za ciemno żeby rozpoznac czyj, ale jest. O Boze, jak dobrze ze jest. Smugi nie ma, wiec wniosek, ze faktycznie leci do Warszawy (Samoloty lądujące w Warszawie mniej w moich okolicach zaczynaja powoli obniżać lot, zwykle znajdują się na wysokości 7-9km, w związku z tym „gubią” smugę; smuga wystepuje albo nie w zależności od warunków atmosferycznych, ale poniżej 9 km w zasadzie nigdy, niezależnie od wszystkiego). Albo ze… wyłączył silniki… Spojrzałem przez lornetke – wszystko jasne. Dzieki Bogu fałszywy alarm. Zaskoczony byłem tym co zobaczyłem, bo sprawa z jasnymi punktami jednoznacznie się wyjaśniła. Natmiast bardziej niż zaskoczony, byłem chyba spokojniejszy, ze jednak wszystko z nim w porzadku. Odetchnałem…
Jasne punkty okazały się wlaczonymi światłami do lądowania. Każdy samolot takie ma, każdy uaktywnia je, gdy laduje. Na czym polegała „zmylka”? Swiatła do lądowania włacza się 100-200 metrów nad pasem. Tuz przed przyziemieniem, przed dotknieciem pasa kołami samolotu. W tym przypadku – do tej pory nie wiem dlaczego – ten samolot miał je właczone już ponad 10 km nad ziemia. Być może wlaczone zostały po to, żeby o nich nie zapomniec pozniej, być może zostały wlaczone przez przypadek, a być może zostały wlaczone w trakcie startu z poprzedniego lotniska i zapomniano ich wyłączyć w trakcie lotu… Ciezko powiedziec, tak czy inaczej od momentu kiedy samolot wpadł w moje oczy (de facto zauważyłem go dzieki tym światłom), swiatła miał włączone, mimo ze na tej wysokości sa mu one zupełnie zbędne… .
Powiem Ci, ze gdybym zobaczył ta sytuacje teraz, zareagowałbym dokladnie tak samo. Tak jak wtedy. Bo tak naprawde, nigdy nie wiesz co widzisz, dopóki taki „teoretycznie problematyczny” egzemplarz nie nadleci na tyle blisko, by się przełamac i spojrzec czy aby na pewno wszystko z nim w porzadku…
Samoloty lataja po drogach lotniczych. Drogi lotnicze sa zwykle dwukierunkowe. Mijanie się samolotów na takich drogach jest o tyle inne od mijanie się na drogach przeznaczonych dla aut, ze mijanie nastepuje w większości przypadków w pionie, a nie w poziomie. Jeden samolot leci nizej, drugi wyzej. Roznica miedzy nimi to minimum 10 000 stop, czyli jakies 300 metrów. Na zachód lata się na wysokościach Parzystych (30, 32, 34, 36, 38, 40 tysiecy stóp), na wschód na nieparzystych (31,33,35,37,39 tysiecy stóp). Dzieki takiemu systemowi, w przypadku gdy nad jednym punktem spotyka się kilka samolotów lecących ta samą drogą w dwóch róznych kierunkach, tworzy nam się urocza, ale bezpieczna dla wszystkich przekladanka. Najczesciej przekladanka sklada się tylko z dwóch maszyn, sporadycznie zdarzaja się trzy i wiecej. Wiesz na czym polega haczyk z punktu widzenia obserwatora? Ze nigdy nie wiesz, czy lecace naprzeciw siebie dwa samoloty sa rzeczywiście na roznych poziomach lotu. Nie da się tego wzrokowo ocenic. Praktycznie do ostatniej chwili nie jestes w stanie tego stwierdzic. Wyobraz sobie, ze jestes w Kielcach. Patrzysz na polnoc. Widzisz dwa lecace naprzeciwko siebie samoloty. Mijają się nad Radomiem. 100 km od Ciebie jak nic. Powiedz mi, czy jest miedzy nimi w pionie róznica 300 metrów, czy nie… Element zaskoczenia do ostatniech sekund. Dwa scenariusze: albo się miną i poleca dalej, albo się nie miną, będzie bum, zobaczysz szczatki, usłyszysz huk, będziesz świadkiem śmierci kilkuset osob… Nieciekawa perspektywa…
A wiesz co się dzieje, jak trafisz na dobry moment, będziesz w odpowiednim czasie i w odpowiednim miejscu, i dopisze Ci szczescie? Zobaczysz cos, co zapiera dech w piersiach, a co ja osobiście widziałem w ciagu 8 lat raptem dwa razy… Samolot lecacy z zachodu na wschód na 35000 stóp mija się z lecącym w odwrotnym kierunku na wysokości 36000 stóp samolotem, oba ustawione sa do Ciebie pod tym samym kątem… Jeden przez ułamek sekundy, w momencie mijania się, zaslania drugiego. Ten nizej zaslania tego wyzej…
Jedna jedyna taka sytuacja w moim zyciu. 28 pazdziernik 2005, wczesne popołudnie. Jestem w sadzie, wycinam z sasiadem sliwki, bo rosna i zasłaniaja agrest. Lornetka obok w pogotowiu. Niebo pogodne, cieplo. Przerwa na oddech, patrze w niebo – centralnie nad moja głową, w jakims dziwnym wtedy dla mnie kierunku, ogromny biały samolot. Ogromy w sensie takim, ze golym okiem widziałem go tak, jak reszte gdy patrze przez lornetke… Biegusiem do lornetki, i patrze. No i oczom nie wierze… łapy mi się trzesą, nie dowierzam po prostu. Widok zapierajacy dech w piersiach. Daje sasiadowi lornetke, żeby potwierdził to co widze… Potwierdza… Własnym oczom i wlasnemu szczesciu nie wierze…
Jest na swiecie samolot, bijacy na głowe wszystkie inne, ze względu na wszystko. Samolot transportowy – trzeba zaznaczyc. Masa własna, pusty samolot – 600 ton. Udzwig – kolejne 250 ton. Prawie 90 metrów rozpiętości, 85 metrów szerokości… Szesc silników, po trzy na skrzydło… Jedyny taki egzemplarz na swiecie – Antonov An-225 Mrija (Marzenie)… Samolot zabiera na poklad – przykladowo - pięć śmigłowców, lub 80 samochodów osobowych, ewentualnie może tez zabrac wszystko to, czego nikt inny zabrac nie jest w stanie…
Zobaczyc „Marzenie” w locie, to marzenie każdego spottera. Wydawałoby się, ze prosta sprawa, zwłaszcza przy wspomagaczach, o których pisałem wczesniej. Znowu haczyk – samolot został zbudowany w jednym egzemplarzu, lata wtedy kiedy jest potrzeba, nie ma regularnych lotów, nie da się wiec przewidzieć kiedy, gdzie, którędy i z czym będzie leciał, mało tego – jeśli nawet już leci – nie widac go na radarach udostępnianych w Internecie. Złapac go, sfotografowac czy chociażby poprostu zobaczyc – to jest sztuka. Trzeba być czujnym. I miec szczescie… Ja na szczescie je miałem…
Sa jeszcze inne widoki, ot choćby przelot samolotu nocą przez tarcze księżyca, ale nie będę już o nich szczegółowo pisał. Jak ktos zobaczy, to będzie wiedział o co chodzi. Tak czy inaczej, wszystkie te zdarzenia powodują, ze budząc się rano i patrzac na bezchmurne niebo, człowiek wstaje z łózka bez chwili zastanowienia, ubiera się i wychodzi, zadziera glowe do góry i ma nadzieje, ze dzisiaj znowu uświadczy czegos, czego jeszcze nie widział, ze zaskoczy go jakas sytuacja, ze nadleci cos co zwykle nie nadlatuje, ze po raz kolejny kładąc się wieczorem spac będzie mogł ten dzien zaliczyc pod względem obserwacji do bardzo bardzo udanych…
Odcinek piąty
„I co widzisz…”
„…przez ten teleskop, jak przeciez nie ma teraz gwiazd?”. „ja nie na gwiazdy patrze, ja na samolot”. „Na co?” (nie wiem czy to niedowierzanie, czy już początkowe objawy wady słuchu) „Na sa-mo-lot…”. Pokazuje palcem. Patrzy za moim palcem i pyta „Ty, a jak to widac…?”…
No wlasnie. Jak to widac. Samolot jak wyglada, każdy widzi. A jak widze go ja, jak to się dzieje ze wpada mi w oko, jak to się dzieje ze go rozpoznam i po czym go rozpoznaje, ile mam na to czasu, który moment jest najlepszy, jak długo mogę go prowadzic wzrokiem dopóki nie strace go z oczu…
W zależności od pogody, miejsca w którym leci samolot, położenia słońca, no i miejca obserwacji, jest roznie. Przykład będzie dotyczył miejsca na wspomnianej już kiedys górce, załóżmy, ze mamy Srode,bezchmurne niebo, słonce za plecami, jest cieplo ale nie upalnie, godzina 16:00, samolot leci ze smuga, nadlatuje z polnocnego wschodu, a wiec po UM984 J. Dostepne wspomagacze: lornetka i teleskop.
Wyglada to tak: Godzina 16:00, na horyzoncie gołym okiem zauważam smuge, samolot jest w tym momencie jeszcze gołym okiem nie widoczny. Znajduje się mniej wiecej w okolicach Puław. W tym momencie mam około 7 -9 minut zanim znajdzie się centralnie nade mna. Już teraz nastepuje wstepne rozpoznanie. Czasami golym okiem, czasami lornetka zerkam na smuge. Smuga układa się inaczej w przypadku dwusilnikowców mniejszych i wiekszych, inaczej w przypadku dwusilnikowców z silnikami z tyłu kadłuba, inaczej w przypadku tych z silnikami pod skrzydłami. Inaczej w przypadku dwusilnikowców i czterosilnikowców – to jasne. Dwusilnikowca od czterosilnikowca da się już na tym etapie rozróżnić. I tyle na poczatek wystarczy. Czasami tylko tyle wystarczy, żeby rozpoznac samolot, linie, numer rejsu i trase J. Ale załóżmy, ze wstepne rozpoznanie lornetka wykazuje, ze mamy do czynienia z dwusilnikowcem. Dwusilnikowców jest najwięcej. Dzieki Bogu każdy z nich zostawia smuge o nieco innym kształcie, praktycznie nie ma dwóch takich samych smug. Smuga która zobaczyłem, ma kształt – żeby to jakos odzwierciedlic – pary wylatującej z nosa jak jest mróz. Grubsza na początku, potem rozchodzi się w dwa szeroookie slady… .Grubsza smuga na początku, zaraz za samolotem oznacza,ze silniki znajduja się pod skrzydłami. W przypadku silników z tyłu kadłuba, smuga układa się na wzór „butelki po piwie – jest cienka na początku, a potem dopiero rozchodzi się na boki… . Tyle z domysłów.
Samolot przebył polowe dystansu miedzy miejscem, gdzie go wypatrzyłem, a miejscem gdzie znajduje się ja. Widac go już gołym okiem, w uzycie wchodzi wiec teleskop. Spojrzenie przez teleskop pozwala dostrzec pierwszy zarys konstrukcji – da się już rozpoznac czy silniki rzeczywiście sa pod sktzydłami, czy jednak z tyłu, czy rozstaw skrzydeł jest szeroki, czy raczej bardziej „przygięty”, odchylony w tył… Widac zarys konstrukcji, sylwetke.
W momencie gdy samolot jest już praktycznie nade mną, nastepują dwie minuty, czasami trzy, w których warunki do obserwacji sa idealne, jeśli w ogole można je tak nazwac. Samolot jest Pol minuty drogi od Ciebie, patrzysz na niego przez lornetke – najpierw statecznik pionowy – czesc na ogonie samolotu, sterczaca do góry – tam zwykle maluje się logo linii, tam jest najbardziej „kolorowo” , tam umieszcza się napisy, rysunki, słowem wszystko, co charakteryzuje dana linie lotnicza. W momencie gdy samolot będzie centralnie nad głowa, ten statecznik będzie niewidoczny – zasłoniety przez małe skrzydełka – statecznik poziomy. Dopatrzyłem się trzech kolorów – białego tła, zielonej otoczki i czerwonej plamki po srodku…
30 sekund minęło, statecznika nie widac, patrze na silniki – te rzeczywiście sa pod skrzydłami. Silniki sa ogromne, bardzo charakterystyczne dla jednego modelu samolotu – bez watpienia jest to Boeing 777. Smuga, która teraz doskonale widac, potwierdza przypuszczenia – tak układa się tylko smuga po 777. Silniki sa niepomalowane, naturalnie białe. Raczej nic do tematu nie wnosza, szybko wiec rzucam okiem na kadłub i skrzydła – dopatruje się w tym przypadku nie tylko malowania, ale i charakterystycznych elementów, na przykład grzebieni aerodynamicznych, czy nietypowych owiewek… Skrzydło nie posiada kolorów, jest naturalnie jasnoszare, cztery grzebienie aerodynamiczne i szeroki rozstaw skrzydła jeszcze raz potwierdzaja wnioski osiągnięte na podstawie obserwacji silników i smugi. Na kadłubie natomiast widac zielony pas, ciągnący się od dzioba samolotu, przez cała jego długość, w polowie jego wysokości, odcien zieleni jest taki sam jak na stateczniku. Takie malowanie kojarzy mi się z Wloską Alitalią – zielony pas na kadłubie wchodzi na statecznik pionowy otaczając jego czerwone wypełnienie. 120 sekund minęło.
Wnioski koncowe? Boeing 777 wersji -200 Wloskich Linii Lotniczych Alitalia, godzina 16:10, środa – najprawdopodobniej opóźniony o nieco ponad 30 minut rejs AZA785 Z Pekinu do Rzymu.
A dla upewnienia się, po powrocie do domu sprawdzam na radarze i innych wspomagaczach, ze: samolot ma numer rejestracyjny I-DISB, dostarczony liniom 23 pażdziernika 2005 roku, wczesniej uzytkowany przez Japońskie linie ANA z rejestracja JA7992, a jeszcze wczesniej przez linie Emirates z rejestracja A6-GDG, ze zjednoczonych Emiratów Arabskich. Aktualnie w drodze od 8 godzin, do celu zostały mu jeszcze dwie. Samolot posiada 220 miejsc siedzących. Leci z prędkością 784 km/h, na wysokości 40 000 stóp (FL400) i zostawia smuge długości mniej wiecej 25 km…
Tak wyglada to mniej wiecej w praktyce, choc róznie bywa, w zależności od sytuacji. Czasami samolot nie zostawia smugi, pokazuje się nad głowa dopiero i wtedy w dwie minuty rozpoznajesz wszystko, albo masz zagadke. Czasami z róznych kierunków nadleci 6, 7, 8 samolotów na raz (rekord to 11) i ciezko to wszystko w dwie minuty ogarnąć… Tak czy inaczej, zabawa jest przednia… Taniec z teleskopem, taniec z lornetka, w miedzyczasie wypatrywanie innych samolotów, kolejnych, bo patrzac na jeden zauważony 9 minut temu, kolejne dwa przeleca Ci za plecami, w miedzyczasie notowanie godzin, kierunków, spostrzeżeń, domysłów… Jest co robic… Troche się człowiek meczy, ale satysfakcja jest potem niesamowita…
Odcinek czwarty
Wspomagacze…
… i ułatwiacze, czyli sprzet niezbędny do obserwacji, a właściwie do prób identyfikacji, bo obserwacje bez identyfikacji można prowadzic gołym okiem przeciez. Cała masa tego jest, zarówno rzeczy materialnych, jak i wirtualnych. Wyminie tylko najważniejsze, niektóre, kolejność zupełnie przypadkowa.
1) Lornetka. Przyblizenie 12 razy. Samoloty przelatujące nade mna centralnie, oraz w niewielkiej odległości, w promieniu – maksymalnie 30km – jestem w stanie zidentyfikowac jeśli chodzi o właściciela i rozpoznac jeśli chodzi o model maszyny. Samoloty przelatujące w dalszej odległości tez właściwie da się rozpoznac, ale już z mniejsza skutecznością. Im dalej, tym gorzej – wiadomo. Lornetka była moim pierwszym wspomagaczem. Mam ją od 2005 roku. Pamietam ten ”skok”, ta znaczna róznice pomiedzy obserwacjami z nią i bez niej. Samolot widoczny golym okiem, nawet lecacy w zenicie, centralnie nad głowa, jest jednak przynajmniej na tych 9 km wysokości. Do tego na błękitnym tle, wiec raczej w większości przypadków się z nim zlewa. Nie daj Boze, jak jeszcze leci w okolicach słońca… Samolot widmo – sam dymek widac, o ile w ogole go zostawia… Jeśli jakims cudem, w tych warunkach wypatrzysz, ze ten samolot ma cały spod inny niż reszta kadłuba, albo chociaż silniki innego koloru niż otoczenie, to sukces jest. Im wiecej masz, tym wiecej chcesz – skoro już widzisz, ze ten spod czy silniki są ciemniejsze niż reszta samolotu, to właściwie jakie one sa? Czarne, granatowe? A może fioletowe? Czy ciemnoszare? Nie dopatrzysz się. Nie ma takiej możliwości. I wlasnie po to jest lornetka. Ona rozwiazuje ten problem. Wyjasna kwestie bez reszty. Chyba, ze samolot jednak leci w okolicach słońca, wtedy nawet ona nie pomoze
…
Po 6 latach intensywnego użytkowania, lornetka niestety posiada widoczne slady zuzycia. Tu i tam jest peknieta, lekko przykurzona, widac, ze nowa nie jest. Ale co najważniejsze – sprawna praktycznie w stu procentach. I nadal pomaga. I pewnie będzie Az do śmierci zmęczeniowej J
2) Teleskop. Od Czerwca 2007 w obserwacji z dalszych odległości wspomaga mnie teleskop, z minimum 20-krotnym przybliżeniem. Przyblizenie może być wieksze, ale kosztem jakości widzenia, przy maksymalnym (525 razy) jeśli już zdoła się samolot uchwycic, widac mniej wiecej 1/6 długosci kadłuba J wiecej nie miesci się w obiektywie… Teleskop ma jedna wade, która w sumie tak na dobra sprawe rzadko mi przeszkadza, mianowicie obraz widac w lustrzanym odbiciu. W przypadku ogladania gwiazd, nie ma to znaczenia. Gwiazdy przez mój teleskop ogladałem może dwa razy J W przypadku samolotów utrudnienie jest w momencie, gdy leci cos nowego i chciałoby się odczytac, co pisze na kadłubie… Ale takie przypadki zdarzaja się rzadko.
Tak jak lornetka była ułatwieniem w obserwacjach tego co lata nad głową i w najbliższej okolicy, tak teleskop jest ułatwieniem – mimo swojej wady – w obserwacji tego, co lata zdecydowanie poza użytecznym zasiegiem lornetki. Dzieki niemu przykładowo samolot lecacy nad Radomiem, czy Ostrowcem czy Łodzią, nie już jest zagadka, ani niepewnym domysłem, a kolejną rozpoznana maszyną.
3) Prasa. Lotnicza naturalnie. Kilka numerów Lotniczej Polski, kilka numerów Przeglądu Lotniczego, jeden egzemplarz Skrzydlatej Polski, Air World – bodaj 6 czy 7 egzemplarzy (wszystkie jakie wyszły, poza pierwszym) no i wszystkie numery Lotnictwa poczawszy od Stycznia 2005 (miesięcznik, 12,50zł za sztuke), 112 numerów Wielkiej Encyklopedi Lotnictwa (dwutygodnik, 9,95zł za sztuke) wraz z filmami (po jednym do każdego numeru), do tego oczywiście ksiazeczka, od której wszystko się zaczęło, poza tym mnóstwo zdjęć i artykułów znalezionych i powycinanych z innych gazet. Jak otwieram swoja polke, to 1/3 to ciuchy, 2/3 to lotnictwo ogołem. W momencie gdy lornetki, teleskopu tym bardziej i dostępu do Internetu jeszcze nie miałem, większość samolotów identyfikowałem na podstawie własnie tej prasy, a raczej niektórych tytułów, które wymieniłem. Teraz ta prasa słuzy głównie do chłonięcia wiedzy z tematu, a nie do identyfikacji (tą funkcję przejał Internet), aczkolwiek czasami zdarzy się jeszcze, ze zdjecie samolotu który widziałem, prędzej znajde w gazecie, niż na Internecie.
Na dzien dzisiejszy sytuacja z prasa wyglada tak, ze w Empiku i kioskach kupuje tylko Lotnictwo które od razu czytam od deski do deski, Wielka Encyklopedia już nie wychodzi, seria skonczyła się na 112 numerach i wszystkie mam, w pieciu segregatorach, które namietnie w wolnym czasie studiuje, jestem w polowie drogi, reszta czasopism wychodzi (poza Air World), ale nie dotyczy lotnictwa, które mnie interesuje najbardziej wiec nie kupuje, natomiast jeśli chodzi o miejsce na polce, żeby to składować, to powoli stwierdzam takowego brak…
Tak na dobra sprawe Lotnictwo na spółkę z Encyklopedia daja mi pełna wiedze na bieżaco zarówno jeśli chodzi o historie lotnictwa, jak i czasy obecne i najblizsza przyszłość. O ile z Encyklopedi wyczytam o wszystkim, co ma miejsce teraz, i co miało miejsc w przeszłości w lotnictwie cywilnym i wojskowym, dowiem się o ludziach związanych z lotnictwem, o największych katastrofach, o technice, systemach, możliwościach ówczesnych i współczesnych samolotów, przeczytam o największych bitwach z wykorzystaniem lotnictwa itp., o tyle w Lotnictwie znajde informacje o tym, co się dzieje teraz i co się będzie dziac w przyszłości, za to nie tylko w lotnictwie ogółem, ale także miedzy innymi w Kosmonautyce. Ponadto rok rocznie Lotnictwo zamieszcza raporty i rankingi związane z lotnictwem cywilnym i pracą portów lotniczych, co tez stanowi bardzo wazny element wiedzy.
Krótko mówiąc dwie pozycje zapewniaja mi wiedze od A do Z.
4) Internet. Duzo by mowic. Internet to skarbnica wiedzy, mnóstwo stron, blogów, portali, forum o tematyce lotniczej… Nie sposób wszystkich wymienic, wiec kilka podstawowych:
a) flightradar24.com, radar.piopawlu.net, casper.frontier.nl, - trzy strony z radarem lotniczym nad polska I w zasadzie cała Europą, częścia Azji, Daalekim Wschodem I miejscami nad USA, obrazującym ruch lotniczy samolotów w czasie rzeczywistym. Jedynie Casper pokazuje sytuacje ruchową z 15-minutowym poślizgiem, za to jako jedyny ma opcje płynnego obejrzenia powtórki tego co leciało, od dowolnie wybranego dnia i godziny, nawet do trzech miesięcy wstecz. Bardzo cenna opcja, zwłaszcza kiedy widzac gdzies samolot, notuje tylko godzine i kierunek lotu… Wszystkie radary pokazuja około 60% samolotów będących w danej chwili w powietrzu. Te pozostałe 40% to albo wina samolotów, które nie maja urządzeń kompatybilnych z nadajnikiem radaru, albo wina samego radaru, który ze względu na rózne przeszkody terenowe nie wyłapuje niektórych maszyn. Radary sa udostępniane 24/7, światek, piątek i niedziela. Poza tym, ze pokazuja ikonke samolotu w miejscu, gdzie faktycznie się on znajduje, pokazuja również szereg podstawowych danych – typ samolotu,znak rejestracyjny, linie lotnicza, wysokość lotu, prędkość, lotnisko startu, lotnisko lądowania, numer rejsu, fotke samolotu, trase która przeleciał od momentu, kiedy radar nawiązał z nim kontakt oraz szereg innych informacji.
Na dzien dzisiejszy radary, to podstawa obserwacji. Taki swoisty „system wczesnego ostrzegania”.
b) lotnictwo,net.pl – największe chyba i najpopularniejsze forum o tej tematyce. Mnóstwo użytkowników, zarówno „zwyklych” ludzi, jak i pilotów wszystkiego co można pilotowac, z pilotami LOTu włacznie, kontrolerami, technikami, mechanikami… nawet rzecznik prasowy lotniska Okecie jest zarejestrowany jako użytkownik…, mnóstwo watków, dosłownie na KAZDY temat związany z kazdym lotnictwem, od czytania i obserwowania poczawszy, przez sklejanie, fotografowanie, nagrywanie, na lataniu, skakaniu kontrolowaniu, graniu i pilotowaniu skonczywszy. Jeśli chcesz wiedziec, z jaka prędkością samolot laduje, dlaczego nie powinnas bac się latac, co to jest tail strike, Bird strike, winglet i holding, co wlasnie przelatuje Ci nad głowa i czemu nie ma tego na radarze, dlaczego samolot ma skrzydła, jak się odprawic przed lotem, czym się rózni klapa od lotki, co się stanie jak w samolot trzasnie piorun i dlaczego startuje się pod wiatr, zajrzyj własnie na to forum. Poszukaj odpowiedniego watku i czytaj. A jeśli o dziwo nie znajdziesz odpowiedzi, zapytaj, poczekaj 30 minut i czytaj odpowiedz…
Z mojego punktu widzenia: trzy najważniejsze watki: System wczesnego ostrzegania – informacje o tym, co ktos widzi, czy cos ktos widział, czy cos gdzies będzie leciec i tak dalej, w czasie rzeczywistym; Samoloty na wysokościach przelotowych – na każdy miesiąc osobny temat, z fotkami i podstawowymi informacjami o tym, co ktos zauważył w swojej okolicy i zdążył to sfotografowac; Katastrofy i incydenty lotnicze – wszystkie wypadki z ofiarami, bez ofiar, incydenty, awaryjne ladowania, pozary, agresywni pasażerowie, przebite opony, niebezpieczne, kuriozalne, nietypowe sytuacje z udziałem samolotów, pilotow, obsługi naziemnej, kontrolerów, techników, pasażerów… Ogółem wszystko co „nie tak” w lotniczym swiecie…
c) airlines.net – portal ze zdjęciami wszystkiego co lata z całego swiata. Zdjecia naprawde dobre, jeśli nawet nie najlepsze. Łatwa wyszukiwarka zdjęć wszystkiego co nas interesuje, według typu, lotniska, linii, fotografa, miejsca robienia fotki…
d) airframes.org – krótko mówiąc portal, pozwalajacy rozpoznac samolot i linie lotnicza, po jednej z podanych informacji.
e) lotnictwo.net. – portal do identyfikowania samolotów sportowych, aeroklubowych, prywatnych… czyli innych niż te, które mnie interesuja J. Korzystam często, zwłaszcza gdy jakaś „bżdzina” przeleci mi nad głową i o ile oczywiście dopatrze się znaku rejestracyjnego J
f) reszta internetowych wspomagaczy: acarsd.org, libhomeradar.org, seatguru.com, avherald.com, airfleets.com, lotnicza-polska.pl, dla pilota.pl, pogoda.megapage.pl, airlinecodes.co.uk, samoloty.pl, planespotters.net, mi.gov.pl, aviation-safety.net, baaa-acro.com, jacdec.de, skyliner-aviation.de, flightstats.com, flightglobal.com, itd., itp… wszystko poczawszy od zamówień, przez pogode na kontynencie, po spis katastrof i informacjach o rozkładzie foteli w konkretnym samolocie J
Tyle o wspomagaczach.Te wspomagacze powodują, ze zwykły lecacy samolot nie jest już zwykłym lecącym samolotem, a początkiem całego łańcuszka informacji, nie zawsze zwykłych, prostych i oczywistych, czasami strasznych, smiesznych, ciekawych, niewiarygodnych…
W ciagu pisania tego tekstu, w tle otwarty mam flightradar24.com, airframes.org i oczywiście forum… na radar patrzyłem już jakies 20 razy, jakies 10 przez okno, z nadzieja ze mimo deszczu cos zobacze (taki odruch
)… może dlatego pisze ten tekst już prawie dwie godziny… J
I tak jest zawsze…
Odcinek trzeci
„To co było raz…
…nie wróci nigdy już…” spiewała swego czasu Urszula. Wiesz jak to było kiedys, te 5-6 lat wstecz? Jak wygladał prawie każdy pogodny leni dzien roku – powiedzmy – 2004? Nie pracowałem, nie uczyłem się, nie studiowałem, miałem luz, wiec dzien wyglądał tak:
pobudka o 3-3:30 najpózniej, a to dlatego, ze poranny ruch, jego największe stezenie przypada w mojej okolicy wlasnie na wczesny poranek. Miedzy 3 a 6 rano jest poranny szczyt, jeśli chodzi o ruch po drogach lotniczych, które mam w zasiegu. Pomine już zupełnie widoki – niepowtarzalne w ciagu całego dnia… .
o 3:30, najpóźniej o 4:00 – z racji tego ze mieszkam pod miastem – stałem już najcześciej w miejscu, gdzie moja widoczność na zachodnio-polnocno-wschodnio-poludniowowschodnią strone nieba jest praktycznie niczym nie ograniczona. Takie miejsce mam niespełna 200 metrów za domem. Najlepsze miejsce jakie można sobie wyobrazic do porannych obserwacji. Z reszta nie tylko do porannych. Delikatne wzniesienie, z którego przy porannym bezchmurnym niebie, obracając się o 360 stopni, widze samoloty w „okręgu” Łodz – Warszawa – Terespol – Luts’k (u naszych wschodnich sąsiadów(!!) ) - Przemysl – Krakow – Katowice – Czestochowa – Łodz… Jakby nie patrzec, prawie ¼ Polski… i kawałek obczyzny
Naprawde wiele lotów można dzieki temu zobaczyc. I wystarczająco wczesnie, żeby zdążyć ustawic się ze sprzętem.
O 4:00 na miejscu zaczynałem „dyżur”. Stałem, czekałem, wypatrywałem, jak zauważyłem – rozpoznawałem, identyfikowałem, zapisywałem i dalej czekałem. Wiało nudą? Być może. Momentami na pewno. Ale były momenty takie, które na powaznie zapierały dech w piersiach. A poza tym przynajmniej się dotleniałem. Wiem, zaraz będą pytania „ kto normalny dotlenia się o 4 nad ranem w szczerym polu, jak przeciez można pozniej”. Spokojnie, pozniej tez się dotleniałem… A poza tym nikt nie powiedział ze jestem normalny…
Dyzur trwał do ósmej, do 8:30, maksymalnie do 9:00. Jak się trafiło w dobry dzien, i w dobre warunki pogodowe które gdzies tam po drodze w oczekiwaniu nie zepsuły nieba, dało się przez ten czas zobaczyc 30-40 samolotów (!), czasami nawet wiecej. O 9:00 schodziłem na sniadanie, w miare jak najszybsze, żeby samolotów których nie zauważę, przeleciało jak najmniej. Zwykle 30 minut wystarczało. Potem wracało się na „miejscówke” i czekało dalej. Przerwa na obiad koło 13:00, chwila oddechu, bo siedzenie w kilkudziesieciostopniowym upale jednak dawało się we znaki… Potem schodziło się – o dziwo – na teleexpress, na jakąś „wstępną” kolacje i wracało z powrotem… Godzina 22:00, czasami 23:00 – schodziło się na dobre, oficjalnie zamykało się dzien.
Szalone?…
Tak wygladało to najczęściej, co nie znaczy, ze zawsze. Ogolnie polegało to na zasadzie takiej, ze jeśli „normalnie”, jak biały człowiek wstajesz o 8 czy 9 rano, zaczynasz obserwacje po sniadaniu i przez cały dzien jestes czujny, ale jednak robisz swoje, masz w koncu jakies obowiązki w domu, zobaczysz tyle ile Ci się uda i idziesz spac o 21, o 22 max, to jeśli już w koncu uda Ci się wstac o tej 3 czy 4 rano i wyjdziesz w teren, to raczej starasz się taki dzien wykorzystac maksymalnie jak się da. Dlatego wlasnie wygladało to tak a nie inaczej. Zdarzały się tez dni (baaardzo rzadko, ale jednak), ze obserwowało się…całą dobe… . A zdarzały się tez takie, ze wychodzilo się o 4 nad ranem, a o 5 niebo zakrywało się chmurami i nic wiecej nie można było zobaczyc… I cały dzien szedł na marne…
Tak to wygladało kiedys. Takie były początki. Z szeregu „wspomagaczy i ułatwiaczy” obserwacji (o których w kolejnych odcinkach), które mam do dyspozycji teraz, wtedy, te 6-7 lat temu miałem tylko lornetke. Stalo się i czekało, wypatrywało i miało nadzieje ze cos nadleci, bo nie można było się tego spodziewac,być na to przygotowanym, tak jak teraz. A i trzeba było tez wykorzystac, zajac czyms wolny czas…
A teraz? Teraz czasu mniej, praca, nauka, inne obowiązki, za krótka doba, za krótki dzien, a i Internet znacznie ułatwiajacy obserwacje powodują, ze stanie na górce i czekanie, poza satysfakcja i wartościami sentymentalnymi, mija się po prostu z celem. Samoloty sa cały czas takie same. Po co wiec stac i marnowac czas wyczekując czy cos nadleci, gdzie i z której strony się pojawi i nic poza Tm nie robic, kiedy przy pomocy jednej internetowej strony widze gdzie co jest i skad dokąd leci nade mną, ( nad całą Polska, Europą i kawałkiem Afryki również) i tylko wychodze żeby to zobaczyc, żeby „tradycji stało się zadość) w momencie, gdy mam ku temu najlepsza sytuacje, najlepszy moment… . Siłą rzeczy takie obserwacje – jak ja je nazywam – techniczne (bo wspomagane techniką) mają miejsce w zasadzie codziennie. Obserwacje po stermu – „na sucho” – mimo ze maja w sobie najwięcej naturalności, zdarzaja się już rzadko, aczkolwiek zupełnie nie zanikły i raczej im to nie grozi…
Historia lubi się powtarzac…
Odcinek drugi
Cholerna biurokracja…
Był okres zaraz na początku obserwacji, ze poza tym, ze ujrzałem co leci, w miare rozpoznałem albo i nie, zapamiętałem na dłużej lub krócej, nic z tego wiecej nie wynikało. Nie wiem dlaczego, ale takie obserwacje były dla mnie z lekka bez sensu. Obserwowac po to, żeby zapomniec, co się kiedy widziało…
Postanowiłem to zmienic. Nabyłem zeszyt. Zaczałem zapisywac. Po to, żeby mieć pamiątkę, po to, żeby może zauważyć jakies prawidłowości w lotach, po to, żeby zaobserwowac, czy we wszystkie dni loty sa rozłożone równomiernie… po szereg innych rzeczy, których już dzisiaj nie pamiętam. Tak czy inaczej, zapisywałem każdy samolot, który wpadł mi w oko.
Zebys widziała moje pierwsze notatki. Zupełnie „insza inszość” w porównaniu do teraz… Rok 2004 – Zeszyt – ocalały przed zuzyciem na lekcjach matematyki, zapisywany linijka pod linijką przez całą wysokość strony, otwierany na zasadzie kalendarza biurkowego, w nim kolejno od lewej w linijce data, numer porzadkowy, godzina obserwacji, miejsce w którym widze samolot, kierunek w którym leci, „T” jeśli ma smuge, „X” jeśli jej nie ma, jeśli jest to jej wzór, no i krótki opis ubarwienia, pozwalajacy na ewentualna identyfikacje.Wygladało to mniej wiecej tak:
27.9 221 13:05 ZACH PŁD T ===== biały kadłub, granatowy napis na boku
Masakra jednym slowem. Na dzien dzisiejszy wszystko to okropnie nieczytelne. Malo przejrzyste. Na ówczesne czasy – najpilniej strzezona przed zniszczeniem rzecz w moim domu. Skarb. Zeszyt przetrwał do dzisiaj. Ma na polce swoje zaszczytne miejsce. Pomogł mi strasznie, mimo tego, ze na dobra sprawe informacji do wykorzystania „w przyszłości” w zasadzie w nim nie ma.
Samo zapisywanie przetrwało. Zmienił się tylko styl zapisywania i format, co ma związek z wejściem w użycie kilku cennych informacji na temat poruszania się samolotów w przestrzeni powietrznej, oraz pomocą w postaci radaru, która tez słuzy kilkoma cennymi dodatkowymi informacjami, których wczesniej nie było szansy mieć. I tak od 2006 roku, od pierwszego stycznia, każdy samolot który zobacze, mimo ze czasami nie zidentyfikuje, trafia w zeszyt. Każdy samolot, z wyłączeniem lotnictwa aeroklubowego, a wiec samolotów lekkich, sportowych, szybowców, śmigłowców itd., oraz lotnictwa wojskowego. Zeszyt zmienił format na A4, każdy (bo zapisuje już 4 z kolei) podzielony jest na 7 czesci, mniej wiecej po równo na każdy dzien tygodnia. Każdy dzien tygodnia dzieli się na konkretne dni obserwacji z całego roku. Tym razem zapisuje go już normalnie, od góry do dolu, każdy lot w osobnej linijce jeden pod drugim, z informacjami kolejno od lewej: data, numer porzadkowy, godzina obserwacji, droga lotnicza/skrót/punkt obserwacji (w zależności co wygodniej) i kierunek lotu, model/znak rejestracyjny, numer rejsu, wysokość lotu, numer linii, numer oznaczajacy, który raz dana linie widze. Przykład:
12.7 12:29 15:50 UM984 A321 VP-BRT AFL279 340 014 976
Niby enigmatycznie. UM984 to nazwa drogi lotniczej. A321 to Airbus A321 – model samolotu. VP-BRT to indywidualny znak rozpoznawczy samolotu – każdy ma swój niepowtarzalny. AFL279 to numer rejsu. 340 to wysokość lotu – 34 000 stóp, czyli 10353 m. 014 to numer linii w moim notesie. Numeruje linie żeby łatwiej było zidentyfikowac w przyszłości, co kiedys latało pod kodem AFL na przykład. W tym przypadku Aerofłot. 976 – tyle razy już widziałem samoloty tej linii.
Na podstawie tych zapisków mogę wyciągnąć dalsze informacje. Wpisujac rejestracje samolotu na odpowiedniej stronie w Internecie, zobacze jego zdjecie. Wpisujac na innej stronie numer rejsu, zobacze, ze samolot leci z Moskwy z lotniska Szeremetiewo , do Włoch, konkretnie do Milanu. Wpisujac jeszcze na innej stronie znak rozpoznawczy linii – AFL – znajde informacje o całej linni, o jej floie, historie powstania, funkcjonowania, rozwoju, planach na przyszłość. Z innej strony, znowu wpisując znak rejestracyjny samolotu, znajde rysunki z układem foteli, toalet i bufetu tego samolotu. Ze o informacji o ilości pasażerów, ostatnich trasach na jakich latał ten wlasnie samolot, usterkach technicznych, dacie produkcji, zamówienia, dostarczenia, zamiaru wycofania i historii uzytkowania nie wspomne. Jeden samolot, jeden wpis w zeszyt – skarbnica wiedzy.
To jest wlasnie w tym wszystkim najciekawsze. Widzisz samolot, nie wiesz co leci, a może i wiesz, spojrzysz i tyle. Co wiecej powiesz. A nie chciałabys czasem wiedziec, czy to co nad Toba leci jest stare i niebezpieczne i zaraz spadnie Ci na głowe, czy może wlasnie leci prosto od producenta do nowego właściciela… Czy ma na pokladzie ludzi, którzy leca od dobrych kilku godzin, pija kawke, relaksuja się i podziwiaja widoki, czy może wlasnie wystartowali i mają problemy, ludzie placza, piloci walcza z samolotem by utrzymac go w powietrzu, albo wszyscy sa nieprzytomni, bo i takie historie się zdarzały… czy może samolot leci z ładunkiem i nic się tam nie dzieje… Nie wiesz i może nie chcesz. A dla mnie wlasnie to jest w pewien sposób pociągające…
Od 1.1.2006 do tej pory widziałem już nieco ponad dwadzieścia i pol tysiaca samolotów, w zasiegu wzroku przeleciały mi przynajmniej raz samoloty w barwach dwustu trzydziestu róznych linii. Niektóre z nich widziałem dosłownie tylko raz, inne, przykładowo wspomniany wczesniej Aerofłot, już ponad tysiac razy. Nie wyobrazam sobie, żebym mogł to zapamietac w żaden sposób tego nie notując. Dzieki notatkom wiem wszystko, kontroluje to, trzymam to w ryzach… i w każdej chwili mogę sprawdzic, czy dany samolot już kiedys widziałem, co gdzie kiedy leciało… Na podstawie tych notatek robie rozkłady lotów ułatwiające obserwacje, notatki to klucz do opanowania i ogarniecia tego, co widze, slysze, co bez reszty mnie pochlania… Ja w to po prostu wsiakłem…
Będzie co kiedys pokazac dzieciom…
Odcinek pierwszy
Dobre złego poczatki…
…a końca nie widac, chciałoby się rzec. Zanim przejde do sedna sprawy i rozpisze się na temat, powiem o motywacji żeby w ogole zaczac tą serie. Tak sobie pomyślałem, ze skoro to mój blog, a nie pisze w nim nic o sobie, w zasadzie nic na mój temat nie da się w nim wyczytac, poza tym, ze mam zryte poczucie humoru i prawdopodobnie nierówno pod sufitem, postanowiłem, ze co jakis czas napisze chociaż w odcinkach o moim hobby. W odcinkach dlatego, ze za jednym zamachem się nie da, bo to temat rzeka, a o hobby dlatego, ze nic innego nie przyszło mi do głowy, a jest ryzyko ze może to kogos zainteresuje, a poniektórym wyjaśni, o co w tym wszystkim chodzi, co ja w tym takiego widze. Ja i mnóstwo „wariatów z tymi samymi żółtymi papierami”… No i teraz do sedna…
Zyjemy w XXI wieku. Nowoczesne technologie i coraz to nowsze rozwiązania w wielu dziedzinach zycia ułatwiają funkcjonowanie w dzisiejszych czasach praktycznie tak bardzo, jak tylko jest to możliwe. A wehikułu czasu nadal nie ma, a na tym najbardziej by mi zalezało…
Pamietam, od czego to wszystko się zaczęło, pamiętam ten punkt zaczepny, ognisko, ten impuls. Letnie popołudnie, sprzątam na strychu. W moje rece wpada mała ksiązeczka – „Lotnictwo – mój konik”. Wydana w 1974 roku, kieszonkowy format, czarno-białe rysunki, jak na ówczesne czasy – maksimum wiedzy w temacie. Podstawowe dane, podstawowe informacje o kilkunastu samolotach, szkice sylwetek kilku maszyn poczawszy od szybowców, przez śmigłowce, samoloty aeroklubowe, wojskowe i transportowe, na pasazerskich skonczywszy. Ile ja miałem wtedy lat, który to był rok – tego nie pamiętam, a wiele bym dał, żeby sobie przypomniec. Jasne, ze samoloty przecinające niebo, zostawiające za sobą „dym”, huczące przez jakis czas, widziało się i słyszało już wczesniej. Jednak to ta ksiazeczka, a w niej szkic samolotu, który wygladał zupełnie inaczej niż pozostałe, była własnie tym impulsem, tym oficjalnym startem. Nie pamiętam roku, w którym ten moment miał miejsce, przypuszczam ze mogł to być rok 2003, być może wczesniej, na pewno nie pożniej. Jeśli był to 2003, miałem wtedy 17 lat…
Pamietam rok 2001 i zamach na WTC. Wróciłem ze szkoły, w telewizji relacja „live” z Nowego Jorku. Oglądałem, widoku samolotu uderzającego w drugą Wieże nie zapomne. I własnie ten widok zaburza moja pewność co do znalezienia wspomnianej wczesniej książeczki… Albo znalazłem ją w 2003, a samoloty związane z zamachem pamiętam z racji swego rodzaju „ciekawego sposobu” na zamach, albo tez znalazłem książeczkę w 2001 roku latem, a wydarzenia z Wrzesnia tylko dodały rozpedu mojemu nowemu hobby i przyczyniło się do intensywniejszych działań w tej kwestii… Bardziej jednak mimo wszystko skłaniałbym się do pierwszej wersji… Oficjalnie wiec interesuje się lotnictwem od 2003 roku, a na „za dwa lata” planuję swój mały „wielki” jubileusz
A jak ktos wynajdzie wehikuł czasu, to się cofne i potwierdze kiedy rzeczywiście wszystko się zaczęło…
Samolot z książeczki, który wygladał zupełnie inaczej niż pozostałe, który przy okazji spowodował, ze zdecydowanie częściej zaczałem patrzec do góry i obserwowac co leci, był Concorde. Nie będę się tutaj o nim rozpisywał, zainteresowanych odsyłam do „Google”, albo na gg (10041540
), powiem natomiast, ze nie udało mi się go zobaczyc, mimo usilnych starań…
Zobaczyłem za to mnóstwo innych, niemniej ciekawych i – jak na owe chwile – „dziwnych” zjawisk towarzyszących przelotom samolotów, w związku z czym natychmiast pojawiła się potrzeba robienia notatek, próba uporządkowania tego lotniczego haosu… ogromna chec poznania tego co akurat leci nad głową, wszystkich możliwych szczegółów o tym co własnie widze… Samolot od spodu wyglada tak samo – nic specjalnego. Rozpoznac to co widze po jakimś „znaku”, szczególe malowania, elemencie konstrukcji – to było moje marzenie od samego początku. Żeby ten „każdy taki sam” samolot nie był taki sam. Pojawiła się potrzeba posiadania czegos co mi to ułatwi. Lornetka, teleskop, może Internet i radar, tak jak teraz, którego wtedy nawet nie było szansy miec… A może i dobrze ze nie było… Do wielu rzeczy dzieki tym brakom a tym samym obserwacjom „gołym okiem” doszedłem sam. Wiele rzeczy które dzisiaj wiem,a których w Internecie nigdy bym nie znalazł, czy to na temat samego lotu, czy na temat miejsa w którym samolot się pojawiał, czy tez godziny, dnia i tygodnia i pory roku, wiem własnie dzieki temu, ze nie miałem tych udogodnień. To był cieżki czas, to strasznie niewygodne, kiedy chcesz zdobywac wiedze, odpowiedziec sobie samemu na samemu sobie postawione pytania, a nie masz możliwości żeby to zrobic, musisz liczyc tylko na siebie. To bardzo uczula zmysły i motywuje do tego, żeby osiagnać to co się zaplanowało bez ułatwień, które chciałoby się mieć…
8 lat temu złapałem bakcyla, który intensywnie hodowany i pielęgnowany, dba teraz i pielegnuje mnie i mój wolny czas 24 godziny na dobe, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku. To już w zasadzie nie jest hobby, to już jest uzależnienie. Nie da się tego nazwac inaczej. Jeżeli wychodzisz na zewnatrz skądkolwiek, i w pierwszym odruchu zadzierasz głowe do góry i szukasz, czy cos gdzies czasem nie leci, albo jadac autem stoisz dwie zmiany świateł, dopóki nie stracisz z oczu tego co wlasnie masz nad głową, albo gdy za pierwsza wolniejsza kase na zbyciu lejesz pod korek i smigasz na 10 godzin na lotnisko prawie 200km od Ciebie, żeby zobaczyc lepiej, poczuc zapach spalin i nacieszyc ucho koncertem silników tego, co i tak codziennie masz nad głowa kilkadziesiąt razy na dobe, czy w koncu stoisz zimą w srodku łąki, w śniegu po pas przy -15 stopniach i wiatrem w oczy, ale przy błękitnym niebie, i patrzysz i szukasz i starasz się zobaczyc jak najwięcej, bo dzien krótki a i niebo pogodne zimą to raczej wyjątek… albo latem, w trzydziestostopniowym upale gapisz się w góre z nadzieja, ze wreszcie cos zobaczysz i w ciagu tych 20-30 sekund patrzenia rozpoznasz, co leci, odpowiesz sobie na pytania, które 8 lat temu stanowiły najwieksza tajemnice na swiecie i poczujesz tą cholerna satysfakcje, ze się udało… jak to inaczej nazwac… Uzaleznienie w postaci lotnictwa powoduje, ze na żadne hobby i zainteresowania nie mam czasu…
Bogu Dzieki za tą książeczkę, od której to wszystko się zaczęło…
W zdrowym ciele…
Sobota, 15.07.2011.
Wydarzenie dnia: Druzyna Zakonu Krzyzackiego przegrała z Reprezentacja Polski pod Grunwaldem w meczu rewanzowym 96:112.
Przysłowie na dziś: W zyciu chodzi o to, zeby nie wpaść w błoto, a zwłaszcza zeby nie ubrudzic płaszcza.
Rzeczą oczywistą jest, ze najwięcej witaminy mają Polskie dziewczyny. Jakby jednak komuś było mało, poniżej przepis na mocno witaminową sałatke z ogórków…
ANTYSKOMPLIKOWANA SAŁATKA LETNIA Z WIOSENNYCH OGÓRKÓW
Składniki:
-5-6 małych świeżych Polskich ogórków
-cukier, sól, majonez, ketchup, bazylia, oregano do smaku
-Noż
-widelec
-Miseczka
-Wolny czas
Sposob przygotowania:
5-6 małych świeżych Polskich ogórków umyc, obrac, posiekac do miseczki, dodac cukier, sól, majonez, ketchup, bazylie, oregano do smaku.
Kilka wskazówek:
- 5-6 małych świeżych polskich ogórkow, powinno być jeszcze niedojrzałe. Łatwo rozpoznac które są nie dojrzałe, bo są zielone. Tylko takie smakują najlepiej. Należy tez pamiętać, ze ogorki do salatki powinny być lekko zakrzywione, gdyz – wg dyrektyw wydanych przez Unię Europejską – prosty ogórek to już banan.
- cukier, sol, majonez, ketchup, bazylia i oregano sa tylko propozycja dodatków. Zarówno ilości, jak i to, która z wymienionych dodac, która nie, oraz czy nie wziaść pod uwage zupełnie innych, o których tu nie wspomniałem, zalezy tylko od indywidualnych upodoban przyrządzającego. Należy jednak pamiętać, ze niektóre przyprawy zmieszane ze sobą lub z ogorkami, eksploduja albo już w miseczce, albo potem w żołądku… Z moich indywidualnych doświadczeń i obserwacji wynika, ze ogorki smakują najlepiej bez jakichkolwiek dodatków i takie polecam własnie ja.
- nóż do krojenia ogórków, powinien być krótki, ostry i poreczny. Szwajcarski scyzoryk się nie nadaje.
- widelec. Z oczywistych wzgledów nie łyzka…
- miseczka. Miseczka o średnicy 45 i Pol centymetra, głębokości 10 cm i uchem z jednej strony, w kolorze niebieskim lub bordowym z kwiatkiem na srodku denka absolutnie się nie nadaje. Ogórki będą się z nią gryzły, zanim zrobimy to my. Sugeruje miseczke w kolorze naturalnie białym. Tak bezpieczniej.
-wolny czas jest niezbędny, bo troche schodzi. Obrac ogorki, znaleźć nóz, pożyczyc czysta miske… No jest troche zadań, nie da się ukryc. Ale jak już wszystko się uda zorganizowac, doprowadzic do konca, to potem satysfakcja jest niesamowita.
- 5-6 ogorków powinno starczyc na porcję dla jednej dorosłej osoby. Na całe Zycie.
Smacznego!
Pascal B.
Ponad prawem…
Wtorek, 12.07.2011 Imieniny: Grzegorza, Onufrego, Ireny, Bartosza. Przysłowie na dziś: Nie oglądaj się za siebie, bo Ci z przodu ktoś przyje*** .
Załózmy optymistycznie, że akcja miała miejsce w Polsce (optymistycznie dlatego, ze takiego asfaltu jak na zdjeciu nie mamy, nie mielismy i miec nie bedziemy nigdy).
Własciciel fotoradaru, czyli Inspekcja Transportu Drogowego, powinna teraz przekazac powyzsze zdjecie instytucji pod tytułem Policja, która zobowiazana jest wystawic mandat, za wykroczenia popełnione przez “Uczestnika ruchu drogowego”. Aby to uczynic, Policja posiłkowac się bedzie Przepisami “Prawo o ruchu drogowym” oraz Taryfikatorem Mandatów na rok 2011. I tak:
Art. 173 $ 1
Kto sprowadza katastrofę w ruchu lądowym (…) zagrażającą zyciu lub zdrowiu wielu osob albo mieniu w wielkich rozmiarach, podlega karze pozbawienia wolnosci od roku do lat 10.
Art 173 $ 2
Kto sprowadza bezposrednie niebezpieczeństwo katastrofy w ruchu lądowym (…) podlega karze pozbawienia wolnosci od 6 miesiecy do lat 8.
Dalej, za taryfikatorem mandatów:
-niekorzystanie z pasów bezpieczeństwa podczas jazdy – 100 zł
-przekroczenie dopuszczalnej predkosci (załózmy ze miasto, czyli max 50km/h; jednorozec to prawie to samo co kon, srednia predkosc konia to 55 km/h), a wiec przekroczenie predkosci o “51km/h i wiecej” – - 400-500 zł
-utrudnianie lub tamowanie ruchu poprzez niesygnalizowanie lub bledne sygnalizowanie manewru – 200 zł
-wyprzedzanie na przejsciach dla pieszych lub bezposrednio przed nimi – 200 zł
-wyprzedzanie z niewłasciwej strony lub bez zachowania bezpiecznego odstepu – 200 zł
- jazda bez wymaganych swiateł od zmierzchu do switu – 200 zł
- uzywanie pojazdu niszczacego nawierzchnie drogi – 300 zł
- zakłócenie spokoju, porzadku publicznego (…) albo wywołanie zgorszenia w miejscu publicznym – od 100 do 500 zł.
i pare innych… Ustukało sie okolo 2000 zł… do tego jeszcze punkty karne… pomijam zupełnie fakt, ze “pojazd” nie jest zarejestrowany, nie ma tablic rejestracyjnych, nie ma waznego OC, no i nie wiadomo kiedy ostatni raz i z której strony przeszedł przegląd.
W zwiazku z brakiem tablic rejestracyjnych, nie bedzie mozna ustalic danych kontaktowych, w zwiazku z czym sprawa trafi do Sadu z wnioskiem o ukaranie i ustalenie danych osobistych przez biegłych sledczych. Nie wiadomo rowniez, co wykaze badanie na zawartosc alkoholu we krwi. Trzeba bedzie zrobic plukanie zolądka, nie wiadomo czy Jednorozec nie ma w sobie materiałów niebezpiecznych, lub “mogących skazić wode”… Prawdopodobnie równiez przeczeszą mu sierść, pod katem posiadania narkotyków. Wszystko to wygeneruje dodatkowe mandaty i punkty…
I dziwic sie, ze jednorożce są na wymarciu… Przeciez zwyczajnie nie oplaca sie życ…
Mega k***a romantyczna piosenka
Czwartek, 23.06.2011. Imieniny: Marka, Jurka. Przysłowie na dziś: Nie ważne, kto z kim spał. Ważne żeby sie wyspał i dzieci były zdrowe.
W związku z przedostatnim tekstem na moim blogu, na skrzynkę mailową mojej redakcji wpłynęło mnóstwo e-milii, nawiązujących trescia do tematu wpisu. Cięzko było znaleźć czas, żeby wszystkie trzy przeczytac, ale udało się, no i co, okazuje się ze warto było. Pani Danusia z Kolobrzegu przysłała mi bowiem utwór, który bije na głowe ten, który zamiesciłem we wpisie. Piosenka Pani Danusi odnosi się do nieco innego stylu muzycznego. To już nie jest wiejska dyskoteka, to już nie jest tania potańcówka w strażackiej remizie – to powazna piosenka. Sentymentalna. O miłości, o potrzebie bliskości, o skrywanej przez lata prawdzie o pałającym uczuciu, skrzetnie i skwapliwie tłumionej i gaszonej jak wapno przez sztuczne odruchy, gesty, wyrazone tak dobitnie, jak to się tylko da. Dobitniej już chyba nie można. Piosenka piękna po odnalezieniu głębszego sensu no i pod warunkiem ze ktos wytrwa do konca. Bo niektórym cieżko.
W odróżnieniu od „Dziewczyny w złotych dresach”, tekst do piosenki pana Marka Romana zatytułowanej „Piosenka o kwiatach”, powstał w wyniku natchnienia, zapewne wywołanego przez szczere uczucia do kobiety swojego zycia. Nie znamy tej kobiety, może to i dobrze. Ona tez nas nie zna, a dodatkowo zapewne nie chce znac autora tekstu, ale to już nie nasza sprawa. Wiadomo natomiast jedno – pan Marek Roman (nazwisko panieńskie Grzegorz, z bierzmowania Jarosław) niewątpliwie kocha i okazuje to w budzący respekt do jego talentu sposób…
Marek Roman – Piosenka o kwiatach
Na ch-j mi ku-wa Twoje kwiaty, Na ch-j mi ku-wa Twoje łzy
Na ch-j mi ku-wa Twe dramaty, Na ch-j mi ku-wa jestes Ty…
Wiec nie wylewaj łez, proszę Cie najgoręcej
Spierd-laj jak najprędzej Kochana ma…
Na ch-j mi ku-wa Twoje spazmy, na ch-j mi ku-wa krzyk i bol
Na ch-j udajesz znów orgazmy, ja czule pytam się – na ch-j?
Wiec nie wylewaj łez…
Na ch-j mi ku-wa sms-y, na ch-j komórka ciągle drga
Przestań pierd-lić wciąż frazesy, na ch-j ta poje-ana gra?
Więc nie wylewaj łez…
A gdy ucichną gorzkie słowa, miłość wypełni serce me
Nie będzie kwiatów nikt załował, bo ja na prawde kocham Cie!
Wieć nie wylewaj łez, proszę Cie najgoręcej
Przytul mnie jak najprędzej, kochana ma…
Prawda ze piękna? Ileż tu uczucia, ilez szczerości, ileż prawdziwej emocji… „A ileż przekleństw”, napisze Ktoś zaraz (a widzisz Kasia, wyczułem Cie…). No zgadza się, ale to przeciez dla podkreślenia przekazu. Dla lepszego zrozumienia. Każdy artysta chce być rozumiany przez ogol społeczeństwa. Nie każdy jest, no a Panu Markowi Zygmuntowi czy jak mu tam, się udało. Szczerze gratulowac. Szacunek.
Tak wlasnie powinny wyglądać piosenki o miłosci. Utwór na miare XXI wieku. A może i nawet XXII, o ile taki nastapi…
Na zakonczenie dodam jeszcze, ze czekam na kolejne propozycje interesujących piosenek. Może cos wpadło Wam w ucho, cos nietypowego, niesamowitego, smiesznego, czy jakiegokolwiek, czy pieknego i nastrojowego jak utwór powyżej – dajcie znac. Mailujcie, sms-ujcie, fax-ujcie i co tam jeszcze, a najlepiej to piszcie na gg: 10041540 ![]()
A Pani Danusia w nagrode otrzyma płyte z 10 utworami pana Marka. Pan Marek ma tylko jeden utwór, ale specjalnie dla pani nagrano go na plyte 10 razy, żeby nie trzeba było chodzic i cały czas przewijac… Gratulujemy, nagrode wyślemy poczta… Może kiedys dotrze…



